Najnowsze wpisy

5/21/2017

Wernisaż Post-Equador Poster Bienal w Warszawie


Ładnymi rzeczami należy się dzielić, dlatego dziś w poście kilka zdjęć z wernisażu, w którym miałam przyjemność uczestniczyć. Post-Equador Poster Bienal to wystawa prezentująca najlepsze prace nadesłane na ekwadorski konkurs, którego tematem był, jak nie trudno się domyślić, wszelkiego rodzaju plakat. 

Wszystko zaczęło się w Ekwadorze, gdzie zorganizowano pierwszy konkurs. Nikt chyba nie spodziewał się takiego zainteresowania. W tym roku nadesłano aż ok. 10 000 prac, w tym także z Polski. Najlepsze z nich można było oglądać najpierw w Lublinie, w Centrum Spotkania Kultur, a obecnie wystawa znajduje się w Galerii Polskiego Komitetu Olimpijskiego w Warszawie i będzie ją można oglądać do końca maja, także kto jeszcze nie zdążył zajrzeć, polecam, naprawdę warto!

Więcej zdjęć i informacji na temat konkursu znajdziecie na oficjalnym fanpage Ecuador Poster Bienal.

poster bienale equador








5/06/2017

Budzimy się z letargu - czyli co się działo z Babą...



Każdego roku na przełomie stycznia i lutego dopada mnie totalna chandra. Zawsze na siłę starałam się jakoś obudzić, zmusić do robienia kreatywnych rzeczy, na przekór pogodzie i samopoczuciu. W tym roku się poddałam. Postanowiłam tak po ludzku sobie odpuścić i robić tylko to, co naprawdę muszę oraz to, na co mam ochotę. Niestety na tej liście nie znalazło się blogowanie. Muszę otwarcie się przyznać - dopadło mnie wypalenie. Kiedy siadałam do komputera żeby cokolwiek napisać, resztki życiowego entuzjazmu ulatywały ze mnie jak bańka. Nie było sensu katować się i wylewać siódmych potów nad klawiaturą. Bo i kto chciałby takie wypociny czytać?

Zastanawiałam się, czy to już takie ostateczne zniechęcenie. Przyznaję, że nawet trochę się bałam,  że coś co było moją największą pasją, nagle tak po prostu przestało mnie cieszyć. Wtedy podjęłam chyba najlepszą z możliwych decyzji: bezczynnie poczekałam na rozwój wydarzeń.

Moja codzienność wyglądała do bólu rutynowo i ograniczała się do wykonywania podstawowych obowiązków: praca, zakupy, sprzątanie. Szczyty kreatywności osiągałam jedynie w weekendy na studiach. Jednocześnie z utęsknieniem wypatrywałam jakichkolwiek oznak wiosny. Każdy stopień więcej na termometrze dawał mi nadzieję, że ten koszmar niedługo się skończy. Powtarzałam sobie, że kiedyś przecież musi przyjść wiosna i po wyjściu z biura zobaczę słońce, zamiast pluchy i sztucznego światła ulicznych latarni.

I w końcu nadszedł ten moment - o 17:00 zrobiło się widno, a w Biedronce pojawiły się żonkile. 


Pierwsze oznaki nadchodzącej wiosny tchnęły we mnie chęć do działania. Zaczęłam małymi krokami - na początek odświeżyłam nieco szatę graficzną bloga. Zrobiło się bardziej różowo i wiosennie. Potem w głowie zaczęły piętrzyć się pomysły na nowe posty, zdjęcia, grafiki. Wrócił dawny zapał, a ja odetchnęłam z ulgą. Wracam do pracy na pełnych obrotach, do zarywania nocy przed monitorem i do wyklinania, że doba jest zbyt krótka - czyli moja wersja pełni szczęścia.


Witam wśród żywych, dobrze was znów widzieć!



1/30/2017

Manicure hybrydowy od Neess - recenzja zestawu

neess hybrydy

Chyba każda z nas wie, jaką wygodę daje manicure hybrydowy. Ja cenię sobie hybrydy przede wszystkim za to, że dzięki nim mogę nosić długie paznokcie, bo przy używaniu zwykłych lakierów często mi się łamią i muszę je piłować na bardzo krótko. No i to czekanie aż lakier wyschnie... Odbita poduszka na paznokciach to u mnie klasyk.

Robienie hybryd w domu ma tę przewagę, że możemy to zrobić w każdym dowolnym momencie, bez umawiania się do kosmetyczki. To przede wszystkim duża oszczędność czasu i pieniędzy.

neess lakiery hybrydowe

Ostatnio miałam okazję przetestować zestaw do robienia hybryd od marki Neess. Zestaw zawiera wszystko, czego potrzeba do zrobienia manicure, łącznie z małą lampą LED. W zestawie są także specjalne folie do ściągania hybryd, które bardzo ułatwiają cały proces. Przetestowałam cały zestaw od Neess już dwukrotnie, wykorzystując oba kolory dołączone do zestawu - Pole Lawendy oraz Czerwony i Wściekły


Na początku trzeba pochwalić Neess za bardzo szeroki wybór kolorów i ich ciekawe nazwy (Policjanci z Miami to mój faworyt :-)). 
Zacznijmy może od omówienia lampy. Lampa działa bez zarzutu, jest solidnie wykonana. Jedyne czego mogę się przyczepić, to zasilacz - jest zdecydowanie za krótki! Żeby używać lampy swobodnie na stole, konieczne jest użycie przedłużacza (no chyba, że ktoś ma gniazdko na wysokości blatu).

Kosmetyki same w sobie są naprawdę super, szczególnie zaskoczył mnie primer i cleaner, które pozbawione są ostrego, nieprzyjemnego zapachu, typowego dla tych produktów. Lakiery nakłada się z łatwością, nie powstają zacieki czy bąble. Co prawda mogłyby być według mnie nieco bardziej napigmentowane - pierwsza warstwa daje niewielkie krycie. Jednak dwie warstwy zdecydowanie wystarczą, żeby uzyskać zadowalający efekt. Poza tym nie mam zastrzeżeń co do trwałości - paznokcie pozostały w stanie niemal nienaruszonym przez 3 tygodnie.

neess fioletowy

jak ściągnąć hybrydy

Ściąganie hybryd to bułka z masłem. Dołączone do zestawu folie z przymocowanym wacikiem to duże ułatwienie, a remover dokładnie rozmiękcza lakier. Wszystko bardzo łatwo zeszło, a moje paznokcie w ogóle na tym nie ucierpiały. 

mała lampa do hybryd

czerwony lakier hybryda

Podsumowując, jestem bardzo zadowolona z tego zestawu i już planuję zakup kolejnych kolorów, na mojej liście "must have" są: Chcesz Beż i Impresja Poranka. Wszystkie dostępne kolory znajdziecie pod tym linkiem.

neess lawendowy

A Wy jakie macie doświadczenia z hybrydami? Robicie je na co dzień, czy okazyjnie?



12/21/2016

DIY: Bileciki do prezentów last minute


Świąteczne prezenty to trudny temat. Wszyscy lubimy je dawać bliskim i oczywiście sami cieszymy się z tych, które oni przygotowali dla nas. Jednak z prezentami wiąże się nierzadko wiele stresu, nerwów i mnóstwo czasu spędzonego na zakupach. I kiedy już udaje nam się wyjść z opresji, wszystkie prezenty kupione, wtedy dopada nas jeszcze jedna zmora - pakowanie. Zazwyczaj pamiętamy o kupieniu świątecznego papieru, taśma klejąca zawsze gdzieś leży na dnie szuflady, natomiast nie wiem ja wy, ale ja zawsze zapominam o bilecikach i kleję i wycinam coś na szybko. 

Przygotowałam dla was kilka patentów na bileciki do prezentów własnej roboty, niektóre możecie zrobić od razu, bo zapewne macie wszystkie materiały w domu. Inne wymagają wcześniejszych zakupów, ale są szybkie i proste w przygotowaniu, a na pewno będą fajniejsze niż kupne gotowce. Zapraszam na post, w którym przekonacie się, że naprawdę niewiele trzeba, aby uzyskać fajny efekt, który zaskoczy waszych bliskich.



Z własnym rysunkiem

Nie trzeba być artystą, żeby stworzyć coś fajnego. Wystarczy trochę wyobraźni i kolorowe mazaki. Spójrzcie na moje rysunki - są banalne, na przykład takie choinkowe lampki - kilka kresek i ciekawy bilecik gotowy. A kto wie, może przy okazji odkryjecie w sobie nową pasję? Rysowanie naprawdę wciąga! To zdecydowanie ekspresowa wersja bilecików, ale kto powiedział, że gorsza? ;-)


Świąteczne klamerki

To trochę wersja dla leniwych, ale mimo wszystko bardziej spektakularna niż gotowy bilecik. Takie spinacze znajdziecie w każdym hipermarkecie, czy np. w kwiaciarniach. Moje choineczki kupiłam w Tigerze i w tym roku właśnie one przyozdobią prezenty dla moich bliskich. Jednak nie wykorzystam ich typowo do bilecików, ale jako dodatek zdobiący prezenty.



bileciki eko

To propozycja dla fanów minimalizmu i natury. Wystarczy kawałek jutowego sznurka i gałązka rozmarynu, żeby stworzyć śliczny i pachnący bilecik. Genialne w swojej prostocie!


Akrylowe pomponiki

Akrylowe pomponiki kupicie np. w supermarkecie na dziale papierniczym. Ja kupiłam je w Auchan, leżały gdzieś między papierem kolorowym a zeszytami. Pomponiki najlepiej przykleić klejem na gorąco.  


Z brokatem

Kawałek brokatowego papieru dodaje fajnego blasku zwykłej kartce. Ekspresowo możemy wyciąć ciekawy kształt - może to być coś abstrakcyjnego, lub klasyczna gwiazda czy choinka. Ogranicza nas tylko wyobraźnia. Przyklejamy i gotowe!

A wy w jaki sposób oznaczacie prezenty gwiazdkowe? Macie swój ulubiony patent? 


12/19/2016

Niebanalne dekoracje na stół wigilijny

co zrobić z żurawiny

Uwielbiam dekorować dom na Święta. Zwykle wtedy do akcji wkracza złoty spray i wszelkiego rodzaju gałązki, szyszki, orzechy. W tym roku postanowiłam wymyślić coś oryginalnego także na wigilijny stół. Przedstawiam wam moje propozycje na dekoracje świąteczne w klimacie DIY.

świąteczne dekoracje na stół

Suszony liść pomalowany złotą farbą akrylową (można też użyć sprayu). Do tego kawałek rafii i biała serwetka - dekoracja w minimalistycznym stylu gotowa.


Choinka z serwetki - u mnie wersja z serwetką papierową i bombkami z żurawiny, ale można w ten sposób złożyć także serwetkę materiałową. Tutorial pokazujący, jak złożyć w ten sposób serwetkę, znajdziecie tutaj.


Wianek z żurawiny można zrobić na dwa sposoby. Powyżej żurawinę nawlekłam na drucik florystyczny, a następnie przykleiłam do papierowego okręgu klejem na gorąco, żeby umocnić konstrukcję. W ten sam sposób umocowałam na wianku etykietkę z imieniem gościa i kokardkę z brokatowego papieru. Natomiast poniżej możecie zobaczyć wianek złożony z brzozowych gałązek, rozmarynu i żurawiny, wszystko umocowane mocną nicią i klejem na gorąco. 



Ozdobą świątecznego stołu mogą też być bileciki z imionami gości, w prostym stylu. Z grubszego papieru wycinamy prostokąt, zginamy na pół i dekorujemy - prościzna. Ja przykleiłam klejem na gorąco gałązkę bukszpanu, nad kaligrafią muszę jeszcze popracować ;-).



Na koniec propozycja trochę mniej konwencjonalna - papierowa podkładka na sztućce, którą zrobicie w 5 minut. Wystarczy wyciąć z ozdobnego papieru choinkę i na środku wykonać dwa równoległe nacięcia.


A Wy jak lubicie dekorować świąteczny stół?


12/14/2016

Drożdżowa gwiazda z nutellą

ciasto gwiazda

Święta Bożego Narodzenia to przede wszystkim piernik, makowiec i keks. A co powiecie na odmianę w postaci drożdżowej gwiazdy? Moja jest z nutellą, ale równie dobrze będzie smakować z bardziej tradycyjnym nadzieniem - masą makową lub powidłami. 

Ciasto jest dość czasochłonne, ale efekt końcowy jest tego zdecydowanie warty. I chociaż to zwykłe drożdżowe z nadzieniem, to jego kształt zdecydowanie oddaje klimat Świąt Bożego Narodzenia i robi wrażenie na gościach.


Składniki:

- 25g świeżych drożdży
- 250ml ciepłego mleka
- 80g cukru
- szczypta soli
- 45g rozpuszczonego, ostudzonego masła
- 2 jajka (osobno żółtka i białka)
- 500g mąki pszennej
- słoik nutelli lub puszka masy makowej


Przygotowanie:

Przygotowanie ciasta rozpoczynamy od zrobienia rozczynu z drożdży. W tym celu rozdrabniamy palcami drożdże, następnie posypujemy je łyżką cukru. Drożdże z cukrem zalewamy ciepłym (ale nie gorącym!) mlekiem i dokładnie mieszamy, aż do całkowitego rozpuszczenia drożdży. Ważne jest, aby mleko nie było zbyt ciepłe, bo zabijemy drożdże i ciasto nie urośnie. Odpowiednią temperaturę możemy określić poprzez sprawdzenie jej chociażby palcem, mleko powinno być wyraźnie ciepłe, ale nie powinno parzyć. Rozczyn przykrywamy czystą ściereczką i odstawiamy w ciepłe miejsce na ok. 15 minut. Po tym czasie powinien on zacząć bąbelkować.

Gdy nasz zaczyn rośnie, w tym czasie przygotowujemy resztę składników - oddzielamy żółtka od białek, rozpuszczamy masło, odmierzamy potrzebną ilość mąki. Gdy rozczyn jest już gotowy, dodajemy do niego składniki - mąkę, sól, żółtka, masło oraz cukier. Wyrabiamy porządnie ciasto, tak aby uzyskało jednolitą konsystencję. Gotowe ciasto przykrywamy ściereczką i odstawiamy w ciepłe miejsce do wyrośnięcia na około godzinę. 

Wyrośnięte ciasto dzielimy na 4 równe części. Każdą z nich kolejno rozwałkowujemy i nadajemy jej okrągły kształt. Najlepiej określić wielkość każdej rozwałkowanej części dużym talerzem, który posłuży nam potem jako forma do wykrojenia kształtu. Robimy z rozwałkowanych placków coś na kształt przekładańca - na blasze wyłożonej papierem do pieczenia kładziemy placek, smarujemy go nutellą/masą makową i na to kładziemy następny placek. Robimy tak z każdą kolejną warstwą, ta na wierzchu ma pozostać nieposmarowana. 

Aby wyrównać ciasto, na wierzch kładziemy duży talerz i "obrysowujemy" go nożem, tak aby nadać ciastu równą, gładką krawędź. Następnie na środku kładziemy szklankę do góry dnem i bardzo delikatnie odciskamy ją na cieście. W ten sposób wyznaczyliśmy środek gwiazdy, którego nie można naciąć. Ciasto dzielimy na 16 części (najlepiej metodą "na krzyż"), pomijając wyznaczony szklanką środek. Teraz najważniejszy krok - wywijanie powstałych części. Są różne techniki, ja osobiście polecam tę przedstawioną na tym tutorialu. Ciężko wytłumaczyć to pisemnie, więc odsyłam was do filmiku, który wszystko wyjaśni.

Gotową gwiazdę smarujemy roztrzepanym białkiem, omijając miejsca z nutellą i pieczemy w 200 stopniach przez ok. 15-20 minut.

Brzmi to wszystko dość skomplikowanie, ale w rzeczywistości wcale nie jest to tak trudne, jak mogłoby się wydawać. Dodam, że gwiazda najlepiej smakuje na świeżo, w dniu upieczenia, dlatego jeśli planujecie przygotować ją na Święta dla gości, to warto ją upiec w dniu ich wizyty, lub wieczór przed i przechować ją w szczelnym opakowaniu.




drożdżowa gwiazda z nutellą


TOP