5/21/2015

JOYbox kwiecień.





Nareszcie udało mi się przetestować wszystko, co było w ostatniej edycji JOYbox i od razu spieszę z relacją :-). Przy okazji muszę się troszkę wyżalić: idzie sesja. Jak mówią fani Gry o Tron: Winter is coming. Bo chociaż sesja letnia, to czeka mnie zabunkrowanie z książkami w czeluściach pokoju i wychodzenie z mojej kujońskiej groty tylko po odrobinę pożywienia. Dlatego z góry przepraszam za możliwą ciszę na blogu wszystkich odwiedzających, a widzę, że Was przybywa, co mnie bardzo cieszy! :-)




W JOYbox nie zabrakło tym razem aktualnego numeru JOY, w którym możecie znaleźć m.in. moją skromną sweet focię :-P. 





Świeczka Yankee Candle ze świecznikiem w komplecie. Był to mój pierwszy raz z YC, zawsze jakoś szkoda mi było zaspokajać moją ciekawość co do tych świeczek sumą 40zł za mały słoiczek z woskiem. A że są małe woski za 7 zł to nie wiedziałam i w ogóle jakoś nie po drodze mi do nich było. No i w sumie fanką nie zostałam - świeczka jak świeczka. Może dlatego, że dostałam raczej pospolity zapach, nie wywarł na mnie wrażenia. Patrząc na ich bogatą ofertę zapachową, np. Puszyste ręczniki, czy Opiekane pianki, mogło być ciekawie. Ale pomijając sam zapach, byłam rozczarowana jego znikomą intensywnością… Myślałam, że skoro to takie popularne i jednocześnie drogie świeczki, to w moim mieszkaniu po odpaleniu Citrus Tango zapanuje atmosfera jak w sadzie pełnym pomarańczy. Nie zapanowała. Myślałam, że może nos się przyzwyczaił. Wyszłam z psem na spacer, z nadzieją że po otwarciu drzwi powita mnie miły zapach, ale gdybym nie wiedziała, że jest zapalona świeczka, to bym nie poczuła nic. Cieszę się, że nie skusiłam się na zakup tej świeczki wcześniej.


Lakier Eclair - ładny pastelowy żółty, który dobrze krył przy drugiej warstwie, co rzadko się zdarza przy takim kolorze. Dosyć szybko schnie, ale jest średnio trwały. Szybko zrobiły mi się odpryski. Ale za to kolor bardzo mi przypasował, w sam raz na lato.






Produkt, który chyba dla większości kupujących JOYbox był prawdziwym skarbem w tym pudełeczku. Tusz do rzęs MAC In Extreme Dimension. Wart był więcej niż całe pudełko, więc podobno kobiety zamawiały po kilka sztuk całych boxów, bo "się opłacało". Bez komentarza. Myślałam, że sobie znowu pohejtuję, że tyle pieniędzy za tusz to rozbój w biały dzień i mam dużo lepsze z Rossmanna za grosze (tak jak to było z tuszem Giorgio Armani), ale jednak co MAC to MAC. Cudeńko! Nie mam lepszego tuszu, a trochę ich posiadam. Można wykonać nim naprawdę różne makijaże. Mniej warstw daje efekt naturalnych, czarnych rzęs, jakby niepomalowanych. Natomiast więcej kosmetyku daje mocny, ale nadal ładny efekt grubych i mocno podkręconych rzęs. Do tego nie osypuje się mimo noszenia przez cały dzień. Ma naprawdę głęboko czarny kolor. Smutno mi to przyznać, ale wart jest tych pieniędzy. 

Na zdjęciu widzicie załączone do boxa kody rabatowe do Stenders i Embryolisse oraz próbkę kremu Stenders. Miłe.






Krem BB Embryolisse. Po pierwsze muszę przyznać, że w końcu jak napisali, że "kolor uniwersalny", to jest uniwersalny. Jestem typowym bladziochem i np. najjaśniejszy krem BB z Garniera był mocno pomarańczowy, nawet latem, przy lekko opalonej cerze. Ten wpasowuje się idealnie, wyraźnie wyrównuje koloryt. Do tego pięknie matowi. Jestem bardzo zadowolona, na pewno zaprzyjaźnimy się latem, kiedy mocniejsze podkłady idą w kąt. 

Masełko Unique Pink Shine z polerką w zestawie to jeden z moich faworytów w pudełku. Nigdy nie używałam takich rzeczy, więc chętnie wypróbowałam. Wystarczy naprawdę maleńka ilość masełka na wszystkie paznokcie, więc mały słoiczek starczy na długo. Po wykonaniu manicure zgodnie z instrukcją, moje paznokcie nabrały delikatnego różowego koloru, były błyszczące i gładkie, a skórki nawilżone. Do tego efekt ten utrzymuje się na paznokciach bardzo długo. Paznokcie po użyciu masełka wyglądają bardzo zdrowo i zadbanie. Naprawdę fajny produkt, chyba się skuszę na krem do rąk z tej firmy. 

Mydło Stenders to dla mnie trochę niewypał. Pachnie ładnie, żurawinowo, ale nie widzę większej różnicy między nim a zwykłym mydłem, może trochę mniej wysusza. Poza tym po drugim użyciu mydła (do umycia rąk) czerwony pasek odleciał. Mydło ma też bardzo niewygodny kształt, przez co bardzo często wyślizgiwało się z dłoni. Dopiero teraz, kiedy krawędzie są zaokrąglone w wyniku zużycia, łatwiej się go używa. Może są to drobnostki, ale od mydła za 20zł wymaga się więcej W ogóle podobno takie krojone na wagę mydła są bardzo niehigieniczne, bo zanim trafią do naszej łazienki są macane przez setki osób w sklepie i kurzą się na półkach (mam na myśli mydlarnie stacjonarne). Przynajmniej ładnie wyglądało na półeczce pod lustrem ;-). 





Krem AA Hydro Algi bardzo mi przypasował. Używam go codziennie pod makijaż, bo jest lekki, jednocześnie nawilża i delikatnie matuje cerę. Do tego przyjemnie pachnie i jest wydajny. Plusik :-)


GLOV - to rękawica, która zmywa makijaż tylko przy użyciu wody. A raczej nie  rękawica, tylko bawełniany naparstek, bo jest tak mała, że nie mieści się nawet na dwa palce. Faktycznie wystarczyło ją tylko zmoczyć wodą i poradziła sobie ze zmyciem makijażu, ale: przede wszystkim musiałam dość mocno trzeć, co raczej nie jest dobre dla skóry. Po drugie kosmetyk z rękawicy się nie spłukuje, więc na końcu jest cała czarna (a miałam na oczach tylko tusz) i szczerze powątpiewam w jej higieniczność i dokładność. Przy zmywaniu twarzy miałam wrażenie, że wcieram sobie resztki tuszu w skórę Po prostu miałam uczucie niedomytej twarzy. Po upraniu mydłem rękawiczka jest jak nowa. Producent zapewnia, że wystarcza na 3 m-ce codziennego demakijażu. To chyba dobre rozwiązanie na podróż, gdzie liczy się każdy milimetr miejsca w walizce, albo gdy czekają nas trudne warunki, np. jakiś biwak. 

Maska Etre Belle to fajny kompres na zmęczoną, suchą twarz. Jest w formie gotowej maski nasączonej substancjami odżywczymi. Skóra stała się po niej rozświetlona i mocno nawilżona. 

Odżywka Timotei Precious Oils to lekki, przyjemnie pachnący produkt, po którym włosy są nawilżone i błyszczą jak po wizycie u fryzjera. Bardzo ją lubię i możliwe, że jeszcze kupię. 


Podsumowując całe pudełko, naprawdę się postarali tym razem i byłam zadowolona. Są produkty, które skradły moje serce i te mniej udane, ale wszystko wykorzystam, żaden turbo-bubel się nie trafił. 



Któraś z Was zamówiła ten box? Macie swoich faworytów? :-)






1 komentarz:

  1. Nie miałam, ale co do yankee candle to zabieram się do kupna już ponad pół roku :P

    OdpowiedzUsuń

TOP