6/09/2015

Nienawidzę social media.





Wyobrażasz sobie, że Facebook pewnego dnia znika? Mark nagle postanawia, że ma ochotę rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady, więc zamyka serwis i usuwa cały zbiór danych, które w nim kiedykolwiek się pojawiły. Budzisz się rano i nagle po wpisaniu facebook.com w belkę przeglądarki czytasz: podana strona nie istnieje.

Na początku pewnie pomyślałeś: pfff, wielkie mi rzeczy. Ale nagle zdajesz sobie sprawę z tego, że: tracisz kontakt z większością znajomych, do których nie masz numeru telefonu (smsy? kto je teraz pisze, przecież jest messenger), nie wiesz o której masz kolokwium albo zebranie w robocie (forum? wymarło razem z dinozaurami, teraz jest grupa na fejsie), no i kto Ci przypomni, że za 3 godziny jest wydarzenie, na które chciałeś iść, a o którym nie wiedziałbyś, gdyby nie zaproszenie na fejsie? Jestem prawie na 100% pewna, że gdyby z dnia na dzień Facebook zniknął z Internetu, na świecie zapanowałby chwilowy chaos i dezorganizacja. Bo oczywiście da się żyć bez niego i znam ludzi, którzy tak funkcjonują. Ale zanim przestawilibyśmy się na życie bez piorunująco szybkiego przepływu informacji, musielibyśmy wielu rzeczy nauczyć się od nowa. Studenci musieliby chodzić na wszystkie zajęcia, bo nikt nie napisze na fejsie, co tam znowu pani z dziekanatu marudziła. Nie dałoby się już w ciągu minuty zdobyć informacji od ludzi z roku wyżej, z czego się najlepiej nauczyć na egzamin. I w ogóle nic by nie było wiadomo, a już nie wspomnę o czysto plotkarskich smaczkach pt. "obczaj jak się upasła, oni już się zaręczyli?!" Jednym zdaniem: Mark ma nas wszystkich w swojej obrzydliwie bogatej garści. 

Byłabym paskudną hipokrytką, gdybym powiedziała, że nie lubię portali społecznościowych i że korzystam z nich sporadycznie. Korzystam z nich namiętnie, nie tylko jako ja - Weronika, ale także jako autorka bloga, o którym wiedziałoby może 10 osób, gdyby nie social media. To dzięki Facebookowi mój post o Opolu miał taki duży zasięg i znalazłam się w programie Druga Kawa. Mam też konto na Instagramie, tak dla czystej zabawy. W sumie Instagram traktuję z dużym przymrużeniem oka. Ale jednocześnie stanowi on dla mnie taki trochę pamiętnik. Ubóstwiam nader wszystko robić zdjęcia (choć wychodzi mi to bardzo przeciętnie). Lubię fotografować miłe momenty z życia i potem do nich wracać. Dla tak sentymentalnej osoby jak ja, Instagram to bardzo fajna sprawa. Póki co rękami i nogami bronię się przed założeniem konta na Snapchacie, którym ostatnio wszyscy żyją. Wiem, że to bardzo zły pomysł robić to w trakcie sesji, bo to kolejna aplikacja, która pożre mój jakże cenny czas. Ale zapewne w wakacje się przełamię, z czystej ciekawości, co też Ci ludzie tam tak publikują, że Snap jest teraz taki modny. No więc lubię social media. Lubię dodać nowe zdjęcie, piosenkę którą zapętlam w odtwarzaczu, jakąś śmieszną anegdotkę z życia. Ale jest też coś, czego w mediach społecznościowych z całego serca nienawidzę i z tego też powodu życzę Markowi niepowstrzymanej ochoty na wyjazd w Bieszczady. 

Lubię spotykać się z ludźmi. Lubię wziąć do ręki kubeł dobrej kawy i paplać o czym tylko dusza zapragnie. Lubię śmiać się z nimi do rozpuku i lubię też popłakać, kiedy tego potrzebują. Lubię ich słuchać, starać się zrozumieć ich punkt widzenia. I ten moment, kiedy odbieramy zamówienie, siadamy w kawiarnianym fotelu i nagle… *plink!* - ktoś dostaje powiadomienie z Facebooka. Gotuje się we mnie wtedy, ale tylko trochę. Prawdziwej furii natomiast dostaję, gdy ktoś, kto siedzi ze mną przy stole, nagle wyciąga pieprzonego smartfona i bezczelnie siedzi na fejsie, albo przegląda instagrama. I to nie dlatego, że rozmowa się nie klei, tylko tak odruchowo, żeby sprawdzić co tam się dzieje. Pal sześć kawiarnię. Kiedy ktoś jest gościem w moim małym osobistym mieszkaniu i ja przychodzę do niego z kuchni, niosąc kawę i ciasto, a ten ktoś jeździ paluchem po smartfonie, to przepraszam, ale mam ochotę go wyprosić. Jest mi przykro, kiedy spotykamy się w większym gronie i przez 10 minut panuje cisza, bo każdy dzierży w dłoni smartfona i traci kontakt ze światem. Zazwyczaj zwracam wprost uwagę, mówiąc całkiem kulturalnie: weź to do chuja wyłącz (przekleństwo jest konieczne, subtelna prośba zazwyczaj jest nieskuteczna). Ale czasem nie wypada się tak odzywać, więc przełykam rozgoryczenie i czekam, aż łaskawie rozmówca powróci do realu. 
Tyle rzeczy nas omija przez smartfona. Zamiast obserwować otoczenie, wlepiamy oczy w telefon. Nie zdajemy sobie sprawy z tego, ile cennego czasu umyka nam przez social media. Jak bezproduktywni stajemy się przez kartę "Facebook" zawsze otwartą w przeglądarce. Ile czasu spędzonego w "socjalu" moglibyśmy poświęcić naszym bliskim, albo nawet samym sobie - idąc na spacer, czytając mądrą książkę, robiąc sobie wartościowy posiłek. 

No dobrze, to co z tym wszystkim zrobić? Facebook jest dla ludzi i jest bardzo przydatnym narzędziem. Ale łatwo się w nim zatracić, uzależnić. Trzeba znaleźć złoty środek. Rozgranicz życie na fejsie i świat realny. Schowaj telefon na dnie torby, kiedy z kimś się umawiasz. Jeśli idziesz do kogoś w odwiedziny, daruj sobie grzebanie w smartfonie, to niekulturalne. Skoro siedzisz komuś na głowie i nie masz zamiaru nawet z nim porozmawiać, to po prostu do niego nie przychodź, siedź sobie dalej w swoim internetowym świecie i nie zawracaj dupy ludziom. Ktoś, kto Cię przyjmuje w swoim domowym zaciszu, zasługuje na Twoją pełną atencję. Z całego serca pieprzę ludzi, którzy przyszli do mnie posiedzieć na fejsie. Idź być aspołecznym (chodź aktywnym w social media) chamem gdzie indziej. A jeśli nie chcesz, żeby coś Cię ominęło, np. życie, to czasem się wyloguj. Wyloguj się do ludzi.

4 komentarze:

  1. Wspaniale powiedziane. Zaraz skojarzył mi się filmik- reklama społeczna: https://www.youtube.com/watch?v=Z7dLU6fk9QY

    OdpowiedzUsuń
  2. Spędzam wiele czasu na social mediach, ale podczas spotkań staram się tego nie robić - sporadycznie mi się to zdarza. Mnie w socialach denerwuje te, ze właśnie ludzie nie potrafią zachować odrobiny prywatności. Codziennie pierdyliardy zdjęć swoich dzieci, które... Robią pierwszy krok, jedzą coś i się ubabrają, śmieją się czy nawet robią coś na nocniku - co akurat jest "niesmaczne" ;p

    OdpowiedzUsuń
  3. Odnośnie mediów społecznościowych to powiem tak, używam. Jednak moje używanie jest bardzo kulturalne. W telefonie - oczywiście, mam facebooka, instagrama i jeszcze inne duperele ze świata nowoczesnej komunikacji, jednak mam też duże paluchy - wszyscy mówią, że nie są duże. Aczkolwiek taką fazę sobie ukręciłem, więc - pisanie smsów, pisanie na fejsie, odpowiadanie z telefonu - robię to tylko wtedy kiedy trzeba, bo tego nienawidzę. Serfowanie po internecie - z tabletu, jeszcze ujdzie - na ogół wykorzystuję go jednak jako czytnik ebooków. Najlepiej więc robić to wszystko przed komputerem.

    Co do powiązania z facebookiem o którym piszesz. Znam datę urodzin tych których mam znać. Doskonale wiem co u kogo piszczy gdyż rozmawiam z ludźmi nie tylko na fejsie. Pozostaje więc jedynie kwestia bloga i tu też można polemizować. Mój kanał na facebooku jest niezadbany, nie troszę się o to by ludzie wchodzili w jakąkolwiek interakcję, więc celowo olewam wszystkie przesłanki które mówią - jak prowadzić konto na fb. Nie jest mi to potrzebne, ruch na bloga zdobywam tradycyjnymi sposobami (tak, chodzę po mieście przystawiam nóż do brzucha i mówię - albo będziesz odwiedzał, albo łeb ci spadnie) a tak na serio - pozycjonowaniem i innymi międzyblogowymi formami promocji.

    Gdyby jutro facebooka miało nie być - czuję, iż więcej bym zyskał niż stracił, a jeżeli ktoś czuje inaczej - niech wie, że dzieje się z nim naprawdę coś bardzo niedobrego.

    OdpowiedzUsuń
  4. niestety taka prawda, nikt już nie używa gg, smsów tylko teraz są smartfony, tablety z mnóstwem aplikacji, które bardzo uzależniają, więc tylko człowiek mocno stąpający po ziemi będzie potrafił z nich mądrze korzystać i dzielić świat na realny i wirtualny;
    osobiście instagrama załozyłam niedawno i korzystam okazjonalnie, bo nie mam smatfona tylko tablet, który ostatnio zmienił się w czytnik ebooków ;)

    ps. a snapa nie radzę zakładać bo pożera mnóstwo cennych MB (poodbnie jak youtube)

    OdpowiedzUsuń

TOP