9/03/2015

Lumene Finland.




Z kosmetykami od Lumene po raz pierwszy zetknęłam się podczas tegorocznej edycji SeeBloggers, gdzie miałam możliwość uczestniczyć w warsztatach organizowanych przez tę markę. Szczerze mówiąc nigdy wcześniej o niej nie słyszałam, a okazuje się że to marka z tradycjami, istniejąca na rynku od wielu lat. Na warsztatach byłam oczarowana zapachami prezentowanych kosmetyków i tym, że po ich użyciu moja skóra była miękka jak nigdy. Kosmetyki są tworzone na bazie wody arktycznej i  ekstraktów z tamtejszych owoców, takich jak np. malina moroszka. Są naturalne i wysokiej jakości,  ale niestety ciężko dostępne w drogeriach. Obecnie pojedyncze produkty Lumene znajdziecie w Superpharm, ale pełną gamę produktów bez problemu można zakupić w drogeriach internetowych. Na warsztatach miałam okazję testować wiele produktów, część bym poleciła, część niekoniecznie, ale jak zawsze wszystko zależy od indywidualnych preferencji, a poza tym ciężko ocenić kosmetyk po jednym użyciu ;-). Dzisiaj zaprezentuję Wam recenzję trzech produktów widocznych na zdjęciu: serum nawilżające, krem CC i wypełniacz linii mimicznych. Dostałam je na warsztatach i testuję od lipca, więc to już chyba wystarczająco długo, żeby wyrobić sobie opinię ;-).




Na początku kosmetyk, z którego jestem najmniej zadowolona, ale kosmetycznym bublem też bym go też nie nazwała. Serum nawilżające o żelowej konsystencji jest przede wszystkim bardzo wydajne.   Co do samego serum - podoba mi się subtelny zapach i łatwa aplikacja. Jednak jest coś co mi przeszkadza. Mianowicie kiedy serum jeszcze do końca się nie wchłania (a troszkę to trwa), na twarzy tworzy się lepka powłoka. Bardzo tego nie lubię i dlatego wolę jednak lekki krem. Co do samego nawilżenia - efekt jest, ale po serum oczekuję czegoś bardziej spektakularnego. Natomiast dla tych, którym nie przeszkadza "lepki etap" - idealne pod makijaż na lato ;-).





A oto mój hit lata, nowa miłość i kosmetyk, który dołączy do kosmetycznego "must have" - krem CC.   Po pierwsze - nareszcie krem typu CC, który paletą kolorów jest dostosowany do jasnej karnacji. Ile razy zdarzyło Wam się kupić krem typu BB lub CC (czym się one różnią fajnie wyjaśnili tutaj) w odcieniu SUPER LIGHT FAIR KURDE NAJJAŚNIEJSZYM Z MOŻLIWYCH, a potem w domu okazywało się, że brakuje Wam tylko pióropusza żeby wyglądać jak Indianin z białą szyją? Nigdy? Mi co najmniej ze trzy razy. Ok, mam jasną karnację, ale wydaje mi się, że wyjątkowo biała nie jestem i mieszczę się w ogólnie przyjętej normie. Poza tym - w takim razie - dla kogo są kolory medium i dark?! No i w związku z powyższym, kiedy zobaczyłam że w mojej paczuszce jest krem w kolorze medium, pomyślałam - ok, trudno, komuś dam. Albo ewentualnie pójdę 30 razy na solarium. Ewentualnie. No i jakże się miło zaskoczyłam, kiedy okazało się, że kolor medium mi pasuje! Biorąc pod uwagę, że byłam delikatnie opalona, to kolor light będzie idealny na zimę. Co jeszcze mnie zachwyca to jego trwałość. Przeszedł naprawdę ekstremalne testy. Używałam go w te najgorsze upały (kiedy już byłam zmuszona się pomalować) i przetrwał cały dzień, wieczorem wymagał niewielkiej poprawki. Do tego jest lekki, więc pomimo upału nie czułam się jak w masce. A przy tym wszystkim jego wielką zaletą jest krycie, które w przypadku kremu jest naprawdę duże. Kryje wszystkie przebarwienia i mniejsze niedoskonałości. Dobrze sprawdza się też przy mocniejszym makijażu na wieczór, kiedy do akcji wchodzą kosmetyki do konturowania na mokro. Obecnie z kosmetyczki wyleciały wszystkie podkłady i używam tylko jego. Na 100% go kupię, kiedy mi się skończy. 




I na koniec - wypełniacz linii mimicznych. Może nie mam ich na razie zbyt wiele, w zasadzie tylko widoczne bruzdy wargowo - nosowe, ale mimo wszystko postanowiłam sprawdzić, jak to się na skórze zachowuje. I jestem zadowolona, bo pięknie rozświetla cerę i na pewno panie z głębszymi zmarszczkami będą zadowolone z efektu. Wyraźnie odmładza wygląd cery. Ja wykorzystuję go nieco inaczej, z racji braku widocznych zmarszczek. Rozświetlam nim wewnętrzne kąciki oczu, łuk brwiowy i szczyty kości jarzmowych, czasem też trochę wierzchołek nosa. Efekt jest trwały i bardzo subtelny. Produkt nie ma żadnych świecących drobinek, ma wspaniałą, lekką konsystencję, a do tego pędzelek ułatwiający aplikację.



Fajne to Lumene, szkoda że tak kiepsko dostępne stacjonarnie, bo jednak nie ma to jak zanurzyć paluch w testerze przed zakupem ;-).


A Wy znacie tę markę? Jakie produkty polecacie / odradzacie? 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

TOP