12/30/2015

Seks i niedowierzanie - mój pierwszy raz na Snapchacie.



Długo wzbraniałam się przed założeniem Snapchata, z wielu powodów. Podstawowym była obawa, że będzie to kolejny pożeracz czasu, zaraz po Facebooku i Instagramie. Poza tym nie byłam przekonana co do idei - po co mam uwieczniać coś na zdjęciu, skoro po 24 godzinach to bezpowrotnie zniknie? Poza tym jak dowiem się, czy prezentowane treści przypadły do gustu moim odbiorcom? Przyzwyczajona do fejsbukowych lajków i instagramowych serduszek nie potrafiłam się odnaleźć w świecie Snapchata.

W swoim postanowieniu "żadnego snapchata" wytrwałam naprawdę długo. Być może wytrwałabym jeszcze dłużej, gdyby nie to, że musiałam go założyć na potrzeby mojej pracy, w której realizowałam akcję promocyjną, na snapchacie właśnie. Wtedy też oswoiłam się z aplikacją, poznałam podstawowe funkcje i zaczęłam oglądać snapy innych. Postanowiłam spróbować na swoim prywatnym koncie i dodałam pierwszego snapa do MyStory. Nie wydarzyło się nic wielkiego, bo w znajomych miały mnie 4 osoby.

Po kilku tygodniach postanowiłam trochę poeksperymentować, zobaczyć co się na tym snapie tak naprawdę dzieje, kiedy mamy kontakt z obcymi ludźmi. Wrzuciłam kilka razy post ze snapcodem na jedną z największych grup zrzeszających snapchaterów na Facebooku, ludzie mnie pododawali, ja ich też. I wtedy się zaczęło.

Przede wszystkim penisy. Wszędzie penisy. Oprócz radosnych zdjęć w bokserkach oraz członków we wzwodzie dostałam nawet filmik z masturbacją. WTF?! Jak można zupełnie obcej osobie wysłać coś takiego? Wtedy dowiedziałam się co to jest sexting. Mało tego. Nie odpowiadałam na te "wacusiowe zaczepki", po prostu olałam sprawę. Wyobraźcie sobie, że jeden z panów, który wysłał mi kilka, hm... wyzwolonych zdjęć, bardzo zdenerwował się moim brakiem reakcji. Dostałam jakże kulturalną wiadomość "fuck you" :-) I to tylko dlatego, że nie zachwyciłam się zdjęciem tego, bądź co bądź obleśnego penisa. Nie jestem w stanie zliczyć ile osób zablokowałam z tego powodu, że wysyłały mi takie rzeczy. Nie wiem, może jestem mocno staroświecka, ale według mnie znajomość zwykle zaczyna się od podania swojego imienia, a nie wysłania zdjęcia genitaliów... Ale już pal licho te genitalia. Same snapy, które ludzie ładują w swoje MyStory są czasem... dziwne... Zdjęcia, które nic nie przedstawiają, naprawdę nic. Dziwne filmiki z oblizywaniem ust, selfie z durnymi podpisami, np. mój faworyt: "jak bardzo jestem zjebany?". Jak widać - bardzo. Kto wysyła takie głupoty obcym ludziom?



Poznałam też okrutny świat nastolatków. Mam 23 lata, więc na snapchacie jestem w grupie starczej. Wydawało mi się, że 23 lata to wcale nie tak dużo i na bieżąco jestem ze sprawami "młodzieżowymi". Okazało się, że w ogóle nie znam zwyczajów nastolatków i bariera wieku okazała się znacząca.
Z racji tego, że nie ma w zasadzie innej możliwości zdobycia nowych obserwatorów niż reklamowanie się w fejsbukowych grupach, zaczęłam aktywnie uczestniczyć w jednej z nich - komentowałam i sama wrzucałam zdjęcia ze swoim snapcodem. Przy okazji zderzyłam się z ohydnym zjawiskiem i przekonałam się, jak próżne i zawistne są obecnie nastolatki (oczywiście nie wszystkie, ale to co zobaczyłam w tej grupie mnie przeraziło). Przede wszystkim: jak można komuś zupełnie obcemu napisać, że ma "obleśny ryj", albo że "jakbym miał taką mordę to bym się chyba zabił" ? Takie komentarze pojawiały się pod zdjęciami innych. Ja sama też dostałam parę miłych komentarzy w stylu: "hej, ruchasz się?" (choć akurat patrząc na poziom komentarzy w grupie był to wyszukany komplement). To strasznie przykre. Nawet kiedy ktoś odpowiada w komentarzu, że go to nie rusza, to nie wierzę, że tak naprawdę tej osobie nie jest przykro. Pół biedy, kiedy trafia na kogoś, kto na drugi dzień o tym zapomni. Gorzej, gdy taki komentarz dostaje osoba bardzo zakompleksiona i słabsza psychicznie. Nastolatki nawet nie zdają sobie sprawy z tego, jak tragiczne może być to w skutkach. Najgorsze jest to, że oni uwielbiają się pastwić nad jedną osobą - w chamskich komentarzach nawzajem się popierają, lajkują swoje hejty i chcą jak najbardziej zgnoić osobę ze zdjęcia. Przerażające jest też to, jak bardzo liczą się dla nich te durne polubienia i jak to mówią "fejm". Im więcej ktoś ma polubień pod zdjęciem, tym bardziej jest w ich mniemaniu wartościowy. Liczą się tylko ludzie ładni i dobrze ubrani, jeśli ktoś jest mniej urodziwy - ma jednym słowem przerąbane. I już mnie nawet nie dziwi to, że wysyłają sobie zdjęcia penisów i piersi - hormony buzują w nastolatkach od wieków, po prostu kiedyś były tylko "świerszczyki", a dzisiaj jest Snapchat. Bardziej szokuje mnie kultura nienawiści, jaka wśród nich panuje. Wiedziałam, że hejt w sieci ma się wyjątkowo dobrze, ale nie zdawałam sobie sprawy, że aż tak. Ja osobiście nie wyobrażam sobie, że piszę jakiejś młodej dziewczynie pod zdjęciem, że jest paskudna. Bo nie chciałabym być na jej miejscu i nie chciałabym przeczytać takiego komentarza na swój temat. Nie wiem czy to się zmieni, czy te wszystkie kampanie anty-hejterskie przyniosą skutek. Niestety nienawiść rodzi nienawiść. Nie ma co liczyć na to, że osoba która dostała hejtem w twarz zastanowi się następnym razem zanim coś napisze. Wręcz przeciwnie - nastolatki działają na zasadzie "oko za oko" i kiedy ktoś pisze im coś niemiłego, budzi się w nich złość i żal, które wylewają na kolejną ofiarę. Dzięki temu sama zaczęłam aktywniej komentować zdjęcia w sieci, ale nie w taki sposób jak oni. Wręcz przeciwnie, piszę dziewczynom, że są ładne lub inne miłe rzeczy. Może w ten sposób choć trochę "zmienię internet", a przynajmniej humor dziewczyny, której zwyczajnie zrobi się miło, że ktoś docenił jej urodę. Bo to obecnie coraz rzadziej się zdarza.


Zastanawiałam się, czy po tych doświadczeniach nie usunąć konta. Ale doszłam do wniosku, że mimo wszystko, pomimo tych okropnych doświadczeń, to fajny kanał do komunikacji z ludźmi. Trzeba go po prostu umiejętnie używać i nie przejmować się tym, co w tej aplikacji złe. Są czasem rzeczy, które chciałabym przekazać znajomym i czytelnikom bloga w bardziej bezpośredni sposób niż post na Facebooku. Są też drobnostki dnia codziennego, którymi miło się podzielić, ale które niekoniecznie muszą wisieć w sieci tygodniami. Właśnie po to mam snapchata - żeby dzielić się tym co miłe i ciekawe. Na przekór nastolatkom.


Sprawdź jak wygląda mój snapchat:


10 komentarzy:

  1. Witaj, tytułem przyciągnęłaś moją uwagę ;)
    Co do Snapchata - ja wciąż się nie ugięłam i nie mam nawet zamiaru się w to bawić (ale jak widaomo, kobieta zmienną jest), tak samo jak nie rozumiem podniecania się zdjeciami, które jak sama powiedziałaś nie pokazują nic lub działa to na zasadzie - raz w miesiącu pójdę do kawiarni, zrobię tysiąc zdjęć, a potem będę je codziennie udostępniać, żeby wszyscy wiedzieli, że dobrze mi się powodzi. To bez sensu.
    Przeglądając czasem fb czy instagrama odnoszę wrażenie, że naprawdę jestem staroświecka i nijak nie jestem w stanie zrozumieć aktualnych trendów. Świat zmienia się za szybko...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy nie mów nigdy! :) wbrew pozorom Snapchat nie jest złem wcielonym i warto spróbować :) ale masz rację, świat zmienia się w zastraszającym tempie, a w jeszcze szybszym ludzie na nim żyjący. Niestety nie do końca jestem przekonana, czy te zmiany są dobre... Pozdrawiam Cię serdecznie :)

      Usuń
  2. jeeej, to ja już jestem całkowitym dinozaurem. Twoje doświadczenia przypomniały mi moje licealne czasy i moje poranne lekcje informatyki. Odpalałyśmy z dziewczynami komputery i wchodziłyśmy na bardzo popularne wtedy czaty, a wtedy wchodziła moda na kamerki. I co tam się wtedy działo..... Tam były same penisy. Tylko i wyłącznie. Jeśli ktoś miał kamerkę to można było u niego zobaczyć tylko penisa. Myślę, że świat się tak bardzo nie zmienia, tylko sposób docierania z takimi rewelacjami. Aaaa swoją drogą, taka ciekawostka. Swojego Darka, z którym jestem 8 lat i mam Antośka, też poznałam na czacie. Ale to był czat bez kamerek..... :) prowadziliśmy jedynie same mądre i inteligentne rozmowy. Teraz zapewne będą powstawać snapczatowe związki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też pamiętam czasy kamerek na czacie! Masz rację, przeważnie były to jakieś zboki :D ale żeby męża na czacie poznać to nie słyszałam, super! :) Jednak można trafić na kogoś normalnego :)

      Usuń
  3. Komentowałam już szerzej ten post na fb:) ale dodam jeszcze, że ja nie miałam nigdy w życiu jakoś za dużo do czynienia ze zdjęciami penisów zasypującymi mnie z każdej strony;p ale w momencie gdy na snapchacie syn znajomych moich rodziców w wieku 16-17 lat wysłał mi swoje genitalia…. zrobiłam screena, wysłałam mu prywatna wiadomość na fb… i zagroziłam, że jak jeszcze raz dostane coś takiego to pokaże to jego rodzicom:D ahahhaa boże jak mnie przepraszał;p ahahahhahahahahahahahhahahahahhaha <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :O żartujesz?! "ah ta dzisiejsza młodzież" :D ale bardzo dobrze zrobiłaś, może go to czegoś nauczy :) :P

      Usuń
  4. Na swoim Snapie mam w sumie tylko kilku znajomych. Bardzo długo nie mogłam ogarnąć na co mi ten cały Snap ale teraz zaczyna mi się to podobać w szczególności gdy mogę coś na szybko wysłać znajomym a niekoniecznie jest to jakaś wielka, podniosła chwila, którą muszę zapisać na zawsze. Sama na szczęście nie trafiłam na żadne dziwadła ale może to kwestia tego, że niewiele osób dodało mnie do znajomych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też doceniam powoli jego uroki :) na szczęście dziwaków da się blokować :)

      Usuń
  5. Właśnie dlatego ja na swoim Snapchacie mam tylko znajomych lub oglądam MyStory znanych osób. Nigdy nie dodałam nikogo nieznajomego, zwłaszcza w obawie przed tego typu obleśnymi zdjęciami lub filmikami.

    lady-aria.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też już teraz mam włączoną opcję wysyłania do mnie snapów tylko dla znajomych :)

      Usuń

TOP