1/07/2016

Kosmetyczne must have na zimę.





Zima to wyjątkowo nieprzychylny czas dla naszej urody - włosy oklapnięte od czapki, skóra przesuszona od ciepła z grzejników, usta spierzchnięte od mrozu... O tej porze roku zwykle wyglądam wyjątkowo kiepsko, bo niewiele chce mi się robić przed wyjściem z domu, szczególnie że rano za oknem bywa całkiem ciemno. Jednak w ciągu ostatnich dwóch miesięcy udało mi się zgromadzić kilka naprawdę fajnych kosmetyków, które trochę upiększają te "dni potwora" ;-) Niektóre z nich to całkiem nowe wynalazki, a część znam i stosuję od lat. Jeśli chcecie wiedzieć bez czego już nie mogę obejść się zimą to zapraszam do czytania :-).


Na początek usta - u mnie to chyba najtrudniejsza w pielęgnacji część twarzy - wystarczy chłodniejszy wiatr, żeby moje usta popękały do krwi... Od lat zimą używałam kultowego Carmexu (co zresztą widać po opakowaniu) i sprawdzał się całkiem nieźle. Jednak niedawno dostałam w prezencie Blistex MedPlus - produkt bardzo podobny do Carmexu, ale... dużo lepszy. Blistex także daje uczucie chłodu i ma mentolowy posmak, ale o wiele bardziej nawilża i lepiej się wchłania. To teraz mój numer jeden jeżeli chodzi o usta. Oprócz tego odstawiłam na dobre moje ulubione matowe pomadki, które dodatkowo wysuszają skórę, a kiedy nie mam ochoty na mentolową moc Blistexa, używam balsamu z Alverde o zapachu granata. Bardzo fajnie nawilża, ma zupełnie inną konsystencję - jest to kremowy balsam w tubce. Jednak jeśli miałabym wybrać jeden z powyższej trójki - zdecydowanie Blistex rządzi. Można go kupić w Rossmanie lub drogeriach internetowych. 






A oto moje największe kosmetyczne odkrycie minionego roku - peeling Cupuacu od Ziaji. Wrzuciłam go do koszyka zupełnie przypadkiem, w ferworze świątecznych zakupów. Okazało się, że to był najlepszy zakup jaki zrobiłam od dawna. Po pierwsze zapach - ludzie, jak to obłędnie pachnie! Dla samego zapachu można się tym maziać codziennie! Peeling jest dość ostry, jest na bazie cukru i łupinek orzecha, więc do twarzy nie polecam. Ale na przesuszoną skórę jak najbardziej. Do tego w zasadzie nie potrzeba po nim nakładać balsamu, bo sam peeling zostawia na skórze ochronny film z masła cupuacu i karite, więc nasza skóra jest pachnąca i mięciutka. Używam namiętnie, za chwilę kupuję następne opakowanie. Obłęd. 


Kolejny smaczek w moich kosmetycznych zapasach to balsam do ciała z Treacle Moon. Pachnie cynamonem i jak dla mnie gumą balonową, ale podobno tylko ja to czuję. Dobrze nawilża skórę, szybko się wchłania, a zapach długo utrzymuje się na skórze. To także prezent i szczerze mówiąc nie jest on łatwo dostępny. Znalazłam produkty tej firmy w sklepie internetowym Tesco (ale chyba tylko Kraków) i na stronie drogerianiemiecka.pl, tam jest duży wybór. Ale poza tym w sklepach stacjonarnych jeszcze ich nie spotkałam. Jednak jeśli zdarzy Wam się natknąć na kosmetyki Treacle Moon - warto wypróbować :-).



W ubiegłym roku Ziaja skradła moje serce nie tylko peelingiem, ale też całą serią świąteczną. Na codzień do rąk używam kremu o zapachu czekolady i pomarańczy. Jego dużą zaletą jest to, że nie zostawia na dłoniach uczucia lepkości, czego bardzo w niektórych kremach nie lubię.




I ostatnie dwa kosmetyki to już klasyka. Wazelina zawsze się sprawdza w przypadku suchych skórek i spierzchniętych ust. A Dermosanem smarowała mnie moja mama jeszcze w czasach, kiedy moim jedynym zmartwieniem był dylemat co zbudować dzisiaj w piaskownicy ;-). Wtedy służył mi jako ochrona przed słońcem, ale teraz na lato zdecydowanie byłby dla mnie za tłusty. Natomiast zimą jest niezastąpiony - silnie nawilża, a nawet delikatnie natłuszcza skórę. Używam go na noc, a w większe mrozy także na dzień pod makijaż. To taki niedoceniony klasyk z apteki, który jest ze mną od ponad 20-stu lat :-).




A Wy bez czego nie możecie się obejść zimą?  





7 komentarzy:

  1. Także nie wyobrażam sobie zimy bez carmexu :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja bardzo lubię kremy z Ziaji:)
    Zapraszam na rozdanie;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Widzisz Weronika, ja mieszkam w miejscu, gdzie Blistexy dostępne są w kilku wersjach w każdej drogerii a jeszcze nigdy nie skusiłam się na zakup... :D Od lat jest ze mną miętowa pomadka Labello, która zastępuje mi wszystkie szminki, pomadki, tinty i cuda wianki do ust. Może jednak skusze się na tego Blistexa kiedyś ;)
    Podobnie rzecz ma się z Treacle Moon - duży wybór tu mam i nie wiem, którego wybrać, zresztą miałam kiedyś ich produkt i zapach był dla mnie sztuczny i 'plastikowy':(
    POzdrawiam serdecznie i jakbyś potrzebowała jakieś zakupy z Niderlandii to daj znać ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Labello nie znam, ale Blistex polecam, jeśli lubisz mentol :) jak kiedyś będziesz w PL, to przywieź mi jakiś Treacle Moon, ucieszę się :D pozdrowienia Simonka! Miło mi, że wciąż śledzisz mojego bloga :)))

      Usuń
  4. Carmex jest klasykiem, uwielbiam, chociaż ja w tym roku zimy nie mam:p a te bajeczne kosmetyki z ziaji będę musiała wypróbować jak wrócę w sumie lubię z Ziaji kosmetyki do kąpieli <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie masz pojęcia jak Ci zazdroszczę australijskiej pogody! Ja wyglądam jak Frosty The Snowman i czuje się 10kg grubsza!

      Usuń

TOP