4/13/2016

Pies na studiach - kłopot czy szczęście?



Kiedy moja rodzina i znajomi dowiedzieli się, że w moim życiu pojawił się szczeniaczek, oprócz ochów i achów na jego widok, pojawiało się pytanie : no ale jak to tak pies na studiach? Przecież to kłopot. Odpowiadałam, że żaden kłopot, jednocześnie całując Bruna w miniaturową główkę. Dziś, po 3 latach studiowania z psem pod pachą, mam pewne przemyślenia i wnioski. Jeśli zastanawiacie się nad przygarnięciem psa pod swój studencki dach, lub po prostu jesteście ciekawi jak to jest, zapraszam do czytania.



Początek.


Decyzja o przygarnięciu czworonoga pojawiła się u mnie dość spontanicznie. Od zawsze kochałam psy, obcowanie z nimi i obserwowanie ich zachowań. Kiedy w liceum mój ukochany kundelek Krecik odszedł do psiego nieba, czułam wielką pustkę. Jednak wtedy to nie był czas na nowego pieska, więc żyłam bez psiego kompana przez następne 4 lata. Ale jak na prawdziwego psiarza przystało, ciągle myślałam o psie, na ulicy molestowałam każdego człowieka, który miał psa, głaskałam nawet te, które nie wyglądały na przyjaźnie nastawione. Jednym słowem: obsesja. Kiedy właściciele mieszkania, które wynajmowałam, odwiedzili mnie ze swoim pinczerem, zakochałam się po uszy, rzucając : "też takiego chcę!". Nie spodziewałam się, że właściciele Tofika tak wezmą sobie do serca te słowa. Pewnego dnia dostałam telefon : "urodziły się trzy pieski: dwie suczki i jeden facecik. To jak, rezerwować?" Stwierdziłam, że jakoś to będzie, że okazja, że nie mogę odmówić. I tak po kilku tygodniach w moich studenckich progach zagościła mała czarna kuleczka, ważąca 900g. Wzięłam go na ręce i od tamtej chwili już nie odstępował mnie na krok. Kiedy szłam szybciej, on z piskiem mnie gonił i wdrapywał się na moją stopę. Wiedziałam, że już będziemy nierozłączni :).






Dorastanie.


Wychowywanie szczeniaka to nie jest wcale prosta sprawa. Nie wystarczy nauczyć go siusiania na dworze. Trzeba go nauczyć posłuszeństwa, nauczyć lub oduczyć pewnych nawyków, należy dbać o jego zdrowie i komfort psychiczny. Nie bez przyczyny mówi się "zanim zrobisz sobie dziecko, kup sobie szczeniaka". Na początku nie było większego kłopotu. Jedyne co mogło być uciążliwe, to wszechobecne siuśki i kupki. Przez miesiąc pierwszych szczepień weterynarz zakazał wyprowadzania Bruna na dwór, żeby nie zaraził się jakąś poważną chorobą od innych psów, więc nauka sikania na dworze musiała zostać odłożona na później. Zdarzyło się też kilka infekcji typu zapalenie pęcherza, spojówek, jak to u takich małych stworzonek bywa. Poza tym piesek jadł i spał, wychodziłam na uczelnię bez problemu. Nie niszczył nic w domu, był małym włochatym aniołkiem. Problem zaczął się po wakacjach. Przez 3 miesiące byłam z nim 24h na dobę, co okazało się dużym błędem. Po powrocie na uczelnię Bruno musiał znów zostawać sam, z czym kiepsko sobie radził... Oprócz zdemolowania drzwi, przeraźliwie wył z tęsknoty. Sąsiedzi na szczęście byli wyrozumiali, jedna sąsiadka nawet zaoferowała opiekę na czas mojej nieobecności. Ale wiadomo, że to nie było dobre rozwiązanie, a poza tym na studiach przeprowadzka to dość częsta sprawa, a sąsiedzi nie zawsze będą tacy mili (o czym już miałam okazję się przekonać w nowym mieszkaniu). Mogłam zapomnieć o wyjściu wieczorem na imprezę, kiedy nie było mojego współlokatora. Na nowo musiałam uczyć Bruna, że nie ma się czego obawiać i że zawsze do niego wrócę. To było najtrudniejsze, trwało wiele tygodni i wymagało poświęcenia drzwi...




Dorosłość

Teraz jest już dobrze, choć gdy się przeprowadziłam, gehenna z wyciem zaczęła się na nowo. Bruno musiał się nauczyć, że to jego nowy domek, do którego też będę wracała. Ale poza tym nie wyobrażam już sobie bez niego mojej codzienności. Uwielbiam to, że po powrocie z uczelni wita mnie merdający ogonek, że w nocy obrywam pazurami, bo on się ciśnie pod kołdrę i to, że kiedy jestem sama w mieszkaniu, to on dotrzymuje mi towarzystwa no i bądź co bądź mam do kogo się odezwać ;-). Kiedy czasem zostawiam go w domu rodzinnym na dłuższy czas, np. tydzień, bo szykuje mi się jakiś wyjazd, to naprawdę mocno tęsknię. Chociaż mogę biegać po mieście bez ograniczeń, być poza domem cały dzień i nie przejmować się, że ktoś na mnie czeka, to zdecydowanie wolę mieć trochę ograniczony dzień, ale mieć przy sobie mojego psa. Ale przyznaję, zdarzają się sytuacje, że posiadanie psa staje się kłopotliwe. Odpadają imprezy do późna (a jeśli wyje i sąsiadka znowu będzie zła?), raczej odpadają spontaniczne wyjazdy (nie wszędzie można wejść z psem), ale na szczęście jestem typem domatora i nawet mi to odpowiada :-).



Komu polecam psa na studiach?

Na pewno osobie spokojnej, która jest raczej typem domatora i lubi stateczne, poukładane życie. Osoba taka musi mieć dużo czasu, musi być w stanie podczas okienka między zajęciami pojechać do domu, żeby wyprowadzić pupila na spacer. Osoba ta musi też być odpowiedzialna. Nie można wziąć psa do siebie, po czym po miesiącu go komuś oddać, bo jednak nie ma czasu na taki obowiązek. 

Komu odradzam posiadanie psa?

Studentom typu "pełen spontan". Jeśli jesteś osobą, która jest w stanie z dnia na dzień podjąć decyzję o szalonym wyjeździe na Erasmusa, uwielbiasz szaleć w akademikach do białego rana, a w weekendy odwiedzasz studenckie kampusy w całej Polsce - odpuść. Pies nie jest dla ciebie.



Wszyscy zachwycają się zdjęciami Bruna na instagramie, a na snapchacie każde jego zdjęcie jest screenowane przez sporą liczbę osób (wiem, że czytacie bloga tylko dla niego;-)). Zdarzyło mi się parę razy dostać od obserwatorów zapytanie o hodowlę, gdzie można takiego pieska kupić, ile za niego zapłaciłam. Pamiętajcie, piesek to nie maskotka do fotografowania. To wielki obowiązek, a także dodatkowe koszty (karma, weterynarz, akcesoria, bilet w komunikacji miejskiej). Musi to być naprawdę przemyślana decyzja. Ja nie żałuję, ale nie każdy jest gotowy na takie wyrzeczenia, jakie funduje nam posiadanie psa. Jeśli dotrwałeś aż do tego momentu, to znaczy że jesteś wytrwały, więc kto wie, może pies jest akurat dla ciebie ;-).



Jeśli macie jakieś pytania odnoście tego tematu - śmiało piszcie w komentarzach, lub na maila, odpowiem na każde :-).




11 komentarzy:

  1. Przeurocze stworzonko. Ja mam ten komfort, że na studia nie musiałam wyjechać, więc moim psem mają się do zaopiekowania zarówno ja, jak i moi rodzice. Ale jakbym mieszkała sama, to nie wyobrażam sobie życia bez psa. To kochane stworzenia, do których z łatwością da się przywiązać. Nikt się tak nie cieszy na mój powrót do domu, jak mój Golden Retriver :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To sytuacja idealna :) Ja jednak mam za daleko do domu, żeby zostawić tam Bruna, usychałabym z tęsknoty! Goldeny to przeurocze psiaki :) Pozdrowienia dla Ciebie i pieska :)

      Usuń
  2. Uwielbiam Bruna za jego urok: w zasadzie jedyne co mnie drażni w tej rasie to jej "szczek". Z tego też powodu chyba wole duże rasy o bardziej basowym "brzmieniu".
    Ale na temat: pies to odpowiedzialność, bez względu na jego rozmiary. Niewątpliwie jednak, olbrzymią zaletą Pinczerków jest własnie ich size. Mimo wszystko na malutkiego pieska właściciel wynajomowanego mieszkania spojrzy bardziej przychylnym okiem niż na doga czy nawet łagodnego labradora (nie mówiąc o rasach bardziej charakternych). Dlatego też nie ogarniam ludzi, którzy decydują się na dużego lub nawet średniego psa, ale reprezentujacego dość wymagającą "przestrzennie" rasę, w momencie gdy nie do końca mają czasu, miejsca itp. Z dużym psem to już w ogole ciężko o wyjścia do lokali czy podróże środkami komunikacji: zawsze trzeba mega uważać: nawet jeśli pies jest spokojny, ktoś może zrobić burze dla zasady "no przeciez nawet z kagańcem wygląda na morderce". Także studenckie życie na pełnej p*dzie z takim pupilem moim zdaniem nie wchodzi w grę. Poza tym pies to koszt (rasowy zwłaszcza) więc naprawdę nie każdego stać. I nie chodzi tu już nawet o takie skrajne przypadki jak głodzenie czy coś: zwyczajnie pewne rasy potrzebują odpowiedniej pielęgnacji, żywienia, zabiegów bez których są bardziej niż inne, podatne na różne schorzenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trafne spostrzeżenia! :) Masz rację, z małym psem jest łatwiej, nawet czasem biorę go na domówkę do znajomych i nikt nie ma nic przeciwko, a z dużym psem zawsze wiąże się większy kłopot. Czasem w pociągu kiedy Bruno zwija się w kulkę pod swetrem i zasypia, zdarza się, że konduktor dziwi się, kiedy wręczam mu do kontroli bilet dla psa, bo psa tak jakby nie było ;-). I o to też chodzi, pies to wydatki, czasem niespodziewane. Dlatego to naprawdę odpowiedzialna decyzja. Dziękuję za tak wyczerpujący komentarz :-)

      Usuń
  3. słodki jest. też mam pieska i trochę z nim (a właściwie z nią) kłopotów, ale no zawsze jest coś za coś. i to była jedna z lepszych rzeczy, które przytrafiły mi się w życiu.

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo ciekawy post :> Mi marzy się aktualnie DOG NIEMIECKI, a jeżeli wiesz o jakiej rasie mowa to ludzie porównują te psy do koni :,) Niestety tak jak piszesz pies nie jest dla osób bardzo spontanicznych a ja raczej do takich należę. Pies to bardzo duża odpowiedzialność nie zależnie od jego gabarytów czy także wielkości naszego mieszkania/domu. Nie raz słyszymy o tym jak ludzie kupują bezmyślnie zwierzęta i później je wyrzucają ( daj boże oddają do schroniska). Ja mam jeszcze trochę czasu aż "wyfrunę z domu" ale po twoim poście i zdjęciach jestem pewna że jakiś Piesek zagości w moim progach ♥

    http://writtenbywiktoria.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dog niemiecki to przepiękny pies! Taki majestatyczny :) Moje serce krwawi, kiedy widzę jak np. ktoś trzyma husky w małej kawalerce, który spędza dnie z nosem przy szybie, bo natura ciągnie go do biegania po lesie, a on w mieszkaniu czuje się jak w klatce :( Pozdrawiam :))

      Usuń
  5. Jeej on był taki rozczulający, kiedy był malusi. Teraz zmężniał, w końcu jest na studiach:D Nie wierzę, że on Ci tak zdemolował drzwi. Musi być z niego niezły wariat. A dla osób, którym ciężko wstawać rano polecam kota. Ja miałam kiedyś Yorka i zimowe poranne pobudki to był dla mnie koszmar, chociaż uwielbiałam jak mnie w nocy grzał i się przytulał. Przez 6 lat nie wiedziałam co to katar:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zdjęcie nie oddaje tej demolki, skóra była z czasem zerwana aż pod klamkę ;P a co do rannego wstawania - Bruno wstaje o 13, więc... ;D

      Usuń
  6. Ha! Też zaszalałam z taką decyzją :) Nie będę ukrywać, że czasami jej żałowałam, ale parę sekund mi przechodziło, w końcu w nogach spał mój pies. Ja i tak miałam duży komfort, bo mieszkam w domu rodzinnym i nie zajmuję się nim tylko ja, ale nie obyło się bez wycia i demolki... Do mieszkania w bloku mały pies jest idealny, mojego 45 kg szaleńca sobie w mieszkaniu nie wyobrażam :D

    OdpowiedzUsuń

TOP