5/31/2016

Aparat ortodontyczny - co warto wiedzieć przed jego założeniem


Z założeniem aparatu zwlekałam bardzo długo. Zawsze znalazł się powód, żeby odwlec tę decyzję - osiemnastka, studniówka, wesele, egzaminy. Zawsze coś stawało na przeszkodzie, a tak naprawdę sama sobie to wmawiałam, bo podświadomie nie chciałam mieć srebrnego uśmiechu. Pierwszy aparat nosiłam już od podstawówki, ale był to aparat wyjmowany i nosiłam go tylko wtedy, gdy nikt nie widział. Wygląd zębów znacznie się poprawił, ale do prostych nadal było im daleko. Ich wygląd znacznie się pogorszył, kiedy zaczęły mi rosnąć ósemki. Nie zareagowałam w porę i ostatecznie mój uśmiech pozostawiał wiele do życzenia. W końcu patrząc na kolejne zdjęcie, na którym mój uśmiech, delikatnie mówiąc, nie wyglądał dobrze, zakasałam rękawy i zabrałam się do organizacji akcji "nowy piękny uśmiech". Zapewne kiedy już zdejmę aparat (a teoretycznie ma się to wydarzyć po wakacjach), pokażę wam różnicę "przed" i "po". 
Dzisiaj chciałabym opisać wam jak wyglądało przygotowanie do założenia aparatu, ile to wszystko mniej więcej kosztuje i jak wygląda leczenie. Oczywiście każdy przypadek jest traktowany indywidualnie i to co było robione u mnie, niekoniecznie musi być potrzebne u was, jednak myślę że ogólny schemat leczenia jest niezmienny i na pewno coś wyniesiecie z tego posta dla siebie.


Zabiegi przed założeniem aparatu i największa trauma

Na pewno trzeba zacząć od wyleczenia wszystkich zepsutych zębów - tu pojawiają się pierwsze koszty. Moje zęby niestety są podatne na próchnicę i musiałam wyleczyć aż 4 . Dodatkowo trzeba wykonać specjalne zdjęcia rentgenowskie. Wtedy też okaże się, czy jakiś ząb trzeba usunąć. U mnie trzeba było usunąć nieszczęsne trzy ósemki, została mi jedna dolna, prawdopodobnie też do usunięcia. Powiem wam, że z całego leczenia, ten etap wspominam najgorzej, żeby nie powiedzieć tragicznie. Pomijam fakt, że za samo usunięcie ósemek zapłaciłam w sumie 1200 zł, bo na to niestety trzeba być przygotowanym - leczenie zębów jest kosztowne. Jednak to co działo się ze mną po usunięciu dolnej ósemki jest wręcz trudne do opisania i to jak to odchorowałam wiedzą tylko najbliżsi, którzy mnie w tym czasie widzieli. Po krótce opowiem jak to było, a jeśli temat ósemek was nie interesuje, przejdźcie do następnego punktu. Górne ósemki usunięto mi w 10 minut licząc łącznie z czasem oczekiwania na zadziałanie znieczulenia. Po wyjściu od dentysty czułam się tak, jakbym wcale u niego nie była. Na usunięcie dolnej poszłam z pozytywnym nastawieniem. Moja dolna ósemka nie wyrosła ponad dziąsło i trzeba było ją usunąć poprzez nacięcie dziąsła. Byłam na silnym znieczuleniu więc nic nie czułam. Zaczęło się robić nieprzyjemnie, kiedy chirurg szczękowy zaczął dzielić mojego zęba w dziąśle na 4 części, żeby móc go wyrwać. Trwało to strasznie długo, mimo znieczulenia było strasznie i jak jestem w takich sytuacjach twardzielem, tak w pewnym momencie asystentka musiała mnie położyć do góry nogami, bo zrobiło mi się słabo, a łzy same leciały mi po policzkach. Ostatecznie zęba usunięto i założono szwy. Myślałam, że najgorsze mam już za sobą, ale to był dopiero początek. Najgorsze zaczęło się po wyjściu z gabinetu i po tym, jak znieczulenie przestało działać. Po zabiegu zostałam zaopatrzona w lodowaty kompres i receptę na silne leki przeciwbólowe (Ketonal). Oczywiście byłam spuchnięta, a z godziny na godzinę puchłam coraz bardziej. O normalnym jedzeniu mogłam zapomnieć, musiałam przejść na dietę płynną. Drugiego dnia obudziłam się tak spuchnięta, jakbym na policzku miała pomarańczę. Dodatkowo dostałam szczękościsku i płyny przyjmowałam przez rurkę, o włożeniu do buzi łyżki mogłam zapomnieć. Opuchlizna była nawet na uchu i szyi, jednym słowem wyglądałam jak monstrum. Dodatkowo cały czas brałam ketonal, od którego kręciło mi się w głowie i nie miałam siły wstać z łóżka. Trzeciego dnia, kiedy nie było widać żadnej poprawy, nadal nie mogłam jeść i otworzyć buzi, policzek tętnił cały gorący, a ketonal sprawiał że byłam otępiona, w końcu rozwyłam się nad talerzem, a mój chłopak zawiózł mnie do gabinetu, bo wyglądało to conajmniej fatalnie. Lekarz stwierdził, że niestety tak musi być, muszę to przetrzymać, a Ketonal zmienił na Nimesil, po którym czułam się milion razy lepiej. Stan "wielkiej buły" trwał 3 tygodnie - wyjątkowo długo, a opuchlizna, już mniejsza ale nadal widoczna, trwała uwaga - 2 miesiące!!! Wyobrażacie to sobie? Całe wakacje chodziłam z napuchniętym polikiem. Lekarz powiedział, że tak może być, bo w miejscu wyrwania zęba odbudowuje się okostna (czy jakoś tak). Nigdy w życiu nie doświadczyłam takiego bólu i dyskomfortu, sam aparat przy usuwaniu ósemki to pikusiowy pikuś.

Zakładanie aparatu

Zdecydowałam się na klasyczny, srebrny aparat. Uznałam, że nie warto dopłacać do aparatu kosmetycznego w sumie 4 tysięcy więcej tylko po to, żeby był mniej widoczny, skoro i tak go za jakiś czas ściągnę. Samo zakładanie jest zupełnie bezbolesne. Lekarz smaruje zęby światłoutwardzalnym klejem, przykleja do zębów zamki, a na koniec wkłada w nie drut. Inaczej sprawa wygląda, kiedy aparat jest montowany na pierścieniach - wówczas założenie aparatu zwykle poprzedzone jest noszeniem separatorów (małych gumeczek wkładanych między zęby), w celu zrobienia miejsca na pierścienie. Ja mam na szczęście aparat bez pierścieni. Co do pierwszych dni po założeniu - spodziewałam się ogromnego bólu tak jak to wszyscy opisują, ale ja jakoś łagodnie to przeszłam (może dzięki zaprawieniu przez ósemkę;)). Nie mogłam gryźć, bo zęby były bardzo wrażliwe, ale trwało to w sumie 3-4 dni, potem było już tylko lepiej. Nie potrzebowałam żadnych leków przeciwbólowych, było to do wytrzymania, trzeciego dnia nawet udało mi się zjeść cheeseburgera w McDonald's (wiem, to bardzo brzydko i niezdrowo). Po każdej wizycie, na której ortodonta "podkręcał" aparat, zęby były trochę wrażliwe, ale nie na tyle żebym nie mogła normalnie zjeść. Po kilku kolejnych wizytach już prawie nic nie czułam, gryzłam wszystko bez problemu. Poniżej pamiątkowe zdjęcie pierwszego dnia z aparatem :-)


Pierwsze efekty

Pierwszy efekt zobaczyłam po ... 3 dniach! Nie wierzyłam, że to możliwe, myślałam że to może jakaś autosugestia, ale po przeczytaniu kilku artykułów w sieci okazało się, że to całkiem możliwe! Oczywiście efekt nie był jakiś niesamowity, ale ja widziałam że jeden ząb delikatnie się cofnął. Po miesiącu już wyraźnie było widać, że zęby się prostują.

To są wyciągi - gumki zaczepia się na górnym i dolnym łuku, co ma na celu wyciągnięcie dolnej szczęki do przodu, niezbyt przyjemne uczucie.

Co mnie najbardziej denerwuje w aparacie

Nie raz słyszałam od osób, które miały kiedyś aparat: "jeszcze za nim zatęsknisz, noszenie aparatu jest super". Nie mogę w 100% przewidzieć przyszłości, ale na dzień dzisiejszy jestem w stanie powiedzieć : na 99% nie zatęsknię. Najbardziej denerwuje mnie oczywiście problem z jedzeniem, które włazi gdzie się da. Najgorzej jest z jedzeniem na mieście. Siedzi potem człowiek przy stoliku i ciumka językiem we wszystkie strony. Oczywiście staram się to robić jak najdyskretniej, ale i tak wyglądam wtedy dziwnie. Poza tym można zapomnieć o wgryzieniu się w soczyste jabłuszko i o swobodnym jedzeniu kanapek typu burger, szczególnie tuż po podkręceniu aparatu. No i trzecia kwestia już czysto kosmetyczna - na zdjęciach wychodzę jak szczerbata, albo jakbym się najadła złomu, dlatego z uśmiechaniem do obiektywu muszę się wstrzymać. Można do tego wszystkiego dodać wszelkiego rodzaju otarcia i afty, które na początku są nieuniknione. Teraz już mi się to raczej nie zdarza. Poniżej na zdjęciu możecie zobaczyć jak wygląda wosk ortodontyczny. Nakleja się go na zamek, który obciera i drażni skórę. Na szczęście takie otarcia bardzo szybko się goją, ale co się nacierpiałam to moje. Poza tym z aparatem na zębach pokochacie wszystko co twarde i cienkie - czyli przyrządy którymi możecie wyczyścić przestrzeń między zębami. 



Ile to kosztuje

Sam aparat (łuk górny plus dolny) to koszt ok. 4-5 tys., kosmetyczny 6-8 tys. Oczywiście wszystko zależy od gabinetu. Do tego należy doliczyć wizyty, konsultacje (u mnie co 5 tygodni), ewentualne leczenie zębów i ich usuwanie, zdjęcia rentgenowskie, preparaty i akcesoria do dbania o higienę jamy ustnej. Powiem wam, że na początku skrupulatnie notowałam i liczyłam ile mnie to w sumie wyniesie, ale przy którymś tysiącu przestałam... Jest to naprawdę droga sprawa i trzeba być przygotowanym na to, że zawsze może pojawić się nieprzewidziany wydatek, typu leczenie zęba. Przy okazji mam dla was przestrogę i nauczkę na moich błędach. Zawsze, ale to zawsze pytajcie przed zabiegiem ile to będzie mniej więcej kosztowało. Ja kiedyś przypadkiem trafiłam do gabinetu na leczenie kanałowe (jak tam trafiłam to dłuższa historia). Spodziewałam się, że leczenie kanałowe trochę kosztuje, ale nic nie tknęło mnie, żeby się zapytać, a cennika nie było w widocznym miejscu. Po godzinie zeszłam z fotela ze zdrowym zębem, ale za to po chwili z chorą głową, kiedy pani oznajmiła mi, że mam zapłacić... 1350zł. Z jednej strony to moja wina, że nie zapytałam, ale z drugiej uważam, że o takich kosztach wypada wcześniej pacjenta uprzedzić. W innym gabinecie np. już przy umawianiu się na wizytę pani uprzedziła mnie, że usunięcie ósemki kosztuje u nich 400zł i żebym była na to przygotowana. Jak widzicie - kwestia podejścia do człowieka. Dlatego nie wstydźcie się i pytajcie, żebyście nie dostali zawału przy kasie jak ja :-).


Uff, długi post, ale chciałam przekazać wam moje doświadczenia, być może komuś się przydadzą. Zdaję sobie sprawę, że ten post może zniechęcać do założenia aparatu, ale w gruncie rzeczy nie jest tak strasznie jak to opisałam, po prostu chciałam zwrócić uwagę na to, że nie jest tak kolorowo, jak na niektórych blogach przeczytałam ;-). Aparat to żmudna i droga "przyjemność", ale wierzę, że dla pięknego uśmiechu warto to wszystko przecierpieć. Jeśli macie jakieś pytania, możecie je śmiało zadawać w komentarzach.

Są tu jakieś aparatki? Może macie inne doświadczenia? Piszcie w komentarzach :-)



12 komentarzy:

  1. 1350 za kanałowe :o O matko, dostałabym zawału na miejscu, gdyby dentystka mi taką sumkę podyktowała :(

    OdpowiedzUsuń
  2. Boże, ja jestem w trakcie... za tydzień będę miała odlewy robione i niestety nie mogę mieć uniwersalnego, srebrnego aparatu, bo mam uczulenie na nikiel i inne duperele. Ja też przestałam liczyć, po 3 tysiącu. Całe stypendium wydaję na zęby! Mam dosyć :D Czekam aż to się skończy i będę już miała to cudo na zębach. Dzięki za ten post, super, że nie jestem sama!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymam kciuki, żeby się dobrze nosił! Gdybyś na początku miała jakieś wątpliwości to pisz śmiało tutaj albo na facebooku, aparatka aparatce najlepiej doradzi :-)

      Usuń
  3. Jestem po wyrwaniu pierwszej dolnej ósemki. Cierpiałam 3 dni, miałam powikłania, łącznie z gorączką i z wymiotami. Nie polecam bardzo :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wierzę, ósemka potrafi rozłożyć, ale ciesz się, że tylko 3 dni! Mogło być gorzej ;)

      Usuń
  4. Od mniej więcej miesiąca mam aparat i nawet mi się podoba :) http://daisy-dyana.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. U mnie za kanał 150... Ale Cie zrobili na szaro.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no cóż.. niby drożej, bo pani dentystka użyła przy zabiegu mikroskopu ;-) szkoda, że ceny nie są u nich mikroskopijne...

      Usuń
  6. Aparaty są w porządku, nie tatki diabeł straszny. Warto wytrzymać, ja nosiłam tylko rok na górę i na dół i teraz mam piękne proste zęby :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mam nadzieję, że u mnie też nie będzie potrzeby dłużej :) dzięki za słowa otuchy! :)

      Usuń

TOP