5/25/2016

Nowości kosmetyczne od DAX Cosmetics


Ostatnio w moje ręce wpadła cała paczka nowości od Dax Cosmetics i po pierwszych testach chciałam wam co nieco o nich napisać. Pisałam już o niektórych produktach na moim instagramie, jeśli jeszcze mnie nie obserwujecie, to zachęcam żeby to zmienić, tym bardziej że szykuję małe rozdanie dla moich obserwatorów :-).


Produkty do opalania - czas pożegnać córkę młynarza! :-) Pierwszy produkt to balsam brązujący. Bardzo się z nim polubiłam - daje bardzo subtelny kolor, więc nawet jeśli nierówno się posmarujemy, to smugi są ledwie widoczne, lub wcale ich nie widać. Pachnie delikatnie, jednak po chwili nabiera zapachu charakterystycznego dla samoopalacza. Będę nim pogłębiać naturalną opaleniznę. Olejek do użycia na mokrą skórę i emulsja z filtrem 50 jeszcze czekają na swój debiut, kąpiel w jeziorze jeszcze przede mną, ale na pewno dam znać na instagramie jak się sprawdziły. Natomiast koniecznie muszę wspomnieć wam o chusteczce samoopalającej. Takiej chusteczki użyłam pierwszy raz lata temu i wyglądałam jak mały brudasek - cała w brązowych smugach. Dlatego tym razem podeszłam do tego produktu trochę sceptycznie. Na szczęście pozytywnie się zaskoczyłam i dzięki niej mogłam cieszyć się opaloną twarzą i dekoltem. Myślę, że dużo zależy od porządnego peelingu. Ten dołączony do chusteczki jest wyjątkowo ostry, ale dzięki temu skuteczny. Poza tym bardzo dokładnie posmarowałam twarz, szyję i dekolt, przeciągając chusteczką nawet po uszach i bokach szyi tak, aby nie było "odcięcia". Jedyne smugi miałam w miejscu, gdzie kończy się dekolt a zaczynają pachy, bo tam już nie użyłam chusteczki. Efekt utrzymuje do 7 dni, u mnie opalenizna widoczna była przez 6, na twarzy przez 5. Przekonałam się do chusteczek :-).


Te dwa produkty to chyba moi nowi ulubieńcy. Masło ma gęstą, kremową konsystencję i pachnie obłędnie, jak prawdziwe gorzkie kakao. Szybko się wchłania i zostawia skórę miękką i pachnącą. Natomiast peeling jest dość mocny, w skali od 1 do 5 oceniam go na 3,5 :-). Ma domieszkę łupiny kokosa, pachnie czekoladą z kokosem. Razem te dwa kosmetyki stanowią fajny duet do pielęgnacji ciała, idealny do przygotowania skóry na opalanie. Mają jeden minus - zapach powoduje, że nie sposób nie sięgnąć po coś słodkiego ;-).



A to żel z peelingiem do mycia twarzy, o zapachu mohito. Peeling jest bardzo delikatny, nadaje się do codziennego użytku. Początkowo odstraszył mnie trochę sztuczny kolor, ale przekonałam się do niego z jednego względu. Nie wysusza skóry jak większość takich żeli. Zwykle po użyciu żelu miałam ściągniętą skórę, w tym przypadku tak się nie dzieje. Używam go zwykle rano, do oczyszczenia cery po nocy.




Z kolorówki w paczce znalazły się dwa produkty: podkład z bazą (2w1) Cashmere i tusz do rzęs marki Celia. Podkład niestety jest wyraźnie dla mnie za ciemny, musi poczekać aż się w końcu opalę (dlaczego słońce mnie nie łapie?!), ale już podoba mi się jego konsystencja. Przez zawartość bazy pięknie wygładza twarz, ma konsystencję delikatnego musu, daje efekt smużenia i jest mi strasznie przykro, że nie mogę go póki co użyć ze względu na kolor. Nie wiem też jak jest z trwałością, sprawdzę mam nadzieję niedługo :-). Natomiast tusz daje bardzo naturalny efekt, po jednej warstwie rzęsy wyglądają tak jakby były niepomalowane, ale naturalnie ciemne, zagęszczone i długie. Przy kolejnych warstwach wyraźnie wydłuża rzęsy, nie skleja ich i raczej nie pogrubia. Idealny do makijażu dziennego lub do makijażu typu "no-makeup". Poniżej możecie zobaczyć szczoteczkę z bliska - jest silikonowa i prosta.



Maska na noc, do użycia gdy sen trwa krócej niż 8 godzin. U mnie się to raczej nie zdarza (nie znam drugiego takiego śpiocha ;-p), ale byłam tak ciekawa, że użyłam tej maski na 4 godziny przed snem. Jest świetna! Buzia wygląda po niej na wypoczętą, rozpromienioną i gładszą. I brawa dla Perfecty za to, że maska jest wyposażona w nakrętkę, dzięki czemu nie ma problemu z jej przechowywaniem. Zawsze mnie to denerwuje w maseczkach, które muszę zabezpieczać wsuwką do włosów.



Te dwa piękne lakiery winylowe to produkty marki Celia. Ten jasny możecie zobaczyć na moich paznokciach na zdjęciach powyżej. Lakiery mają piękne mikro drobinki, które dodają blasku. Są wyjątkowo trwałe i co dla mnie bardzo ważne - szybko schną, więc malowanie to sama przyjemność.



I ostatnie maseczki, z tak zwanej "górnej półki", Yoskine (ta różowa jest dostępna tylko w perfumeriach Douglas). Szczerze przyznam, że jeszcze żadnej z nich nie użyłam, ale na pierwszy ogień pójdzie ta szara, oczyszczająca. Będę zdawać relacje na instagramie :-). 


Miałyście któryś z tych kosmetyków?



4 komentarze:

  1. Takiego mi kosmetycznego smaka narobiłaś. Peeling perfecty muszę kupić obowiązkowo. Mam też chrapkę na ten podkład z Cashmere ale póki co mam na razie za dużo podkładów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Smaka kosmetycznego, ale jeśli kupisz ten peeling to nabierzesz smaka i na czekoladę, gwarantuję Ci :-)

      Usuń
  2. te truflowe wyglądają super. uwielbiam takie smakowite kosmetyki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ciężko się powstrzymać, żeby trochę nie spróbować jak smakują ;-P

      Usuń

TOP