10/02/2016

Moje cele na październik


Nowy miesiąc - nowe cele! Po ostatnim wyznaczeniu małych celów na wrzesień uznałam, że to bardzo fajna forma aktywizacji własnej osoby i w tym miesiącu także robię swoją małą "to do list".

Zadania na październik są dość babciowe, ale taka już jestem - trochę emerycka ze mnie dusza. Jesień sprzyja rozwijaniu różnych umiejętności manualnych i robieniu innych czynności, które można wykonać z poziomu fotela. I właśnie na tym założeniu oparłam prawie całą listę.

Cele na paździenik:

1. Dokończyć książkę "Czego najbardziej żałują umierający" Bronnie Ware. Utknęłam gdzieś pośrodku książki, ale nie dlatego że jest nudna, wręcz przeciwnie, bardzo mi się podoba. Jednak w rankingu rzeczy do zrobienia niestety czytanie ostatnio zeszło na dalszy plan. Długie wieczory to doskonała okazja do nadrobienia książkowych zaległości.

2. Nauczyć się robić na drutach! Jako dziecko umiałam podstawowy ścieg i robiłam szaliki i kocyki dla lalek, ale niestety nic już nie pamiętam. Nie zakładam, że od razu zrobię wielokolorowy sweter, ale chcę nauczyć się jednego ściegu i zrobić chociaż pół szalika. Docelowo marzy mi się gruby, kolorowy sweter własnej roboty.

3. Wypróbować nowy przepis na tartę. W sieci widziałam już tyle cudowności, że tylko czekam na wolniejszy wieczór i odpalam piekarnik. Najlepiej jakiś jesienny smak - gruszkowa lub śliwkowa, z korzennym spodem.

4. Wybrać się na siłownię przynajmniej trzy razy i nie szukać nowych wymówek. Mam już karnet, mam też wymówki. Ale tym razem się uda i w końcu trafię na salę treningową, wierzę w to!

Podsumowanie września

Co do celów wyznaczonych na wrzesień, to część udało się zrealizować, a niektóre niestety zostały przełożone na lepszy moment.

1. Reanimacja Happy Plannera - misja powiedzmy wykonana, ale mogłaby być zrobiona lepiej. Niemniej jednak odkurzyłam go i wpisałam kilka pozycji, co niewątpliwie jest małym sukcesem, biorąc pod uwagę że od pół roku leżał zapomniany między książkami.


2. Domowe sushi - totalne fiasko, ale zmobilizuję się jeszcze. Na usprawiedliwienie mam jednak to, że akurat zaczęłam dietę i po prostu nie mogłam go zrobić, bo i tak bym nie zjadła, a chłop mój jedyne sushi jakie je to schabowy.

3. Kalendarz publikacji na blogu - zrobiłam! Ale jak widzicie po ilości postów we wrześniu - funkcjonował tylko na papierze. Tu coś wypadło, tam gdzieś się nie wyrobiłam i wyszła klapa. Na październik też będzie i tym razem mam nadzieję zadziała.

4. Wycieczka rowerowa po wolskich parkach - to wyszło mi zdecydowanie najlepiej. Zakwasy na pupie, muchy w zębach i wiatr we włosach - tak było!



5. Świnka skarbonka - tutaj nie zawiodłam ja, tylko sklepy. No nigdzie nie było takiej bez otwarcia, nigdzie! A ja wiem doskonale, że będę podbierać, tak już mam. W tym wszystkim jest jednak jedna dobra wiadomość - tak się zbiegło że bank w którym mam konto uruchomił nową funkcję - skarbonkę online (pewnie czytają mojego bloga he he) i chyba tam spróbuję uciułać kwotę na mój cel.

Podsumowując, nie wyszło to najlepiej, ale mimo wszystko ta świadomość, że coś sobie założyłam, dźwięczała mi z tyłu głowy i mobilizowałam się do małych rzeczy. Sam fakt, że zjeździłam na rowerze dzielnicę świadczy o tym, że było warto!

A jak u was, wyznaczyliście sobie jakieś cele? A może zaczynacie w tym miesiącu?


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

TOP