11/09/2016

Podsumowanie października i cele (a raczej CEL) na listopad 2016



Wziuuuum - tak mniej więcej brzmiał październik, który mi uciekł, przeminął, odszedł na zawsze. Jak widać, pierwszy tydzień listopada przeminął mi równie szybko, bo dopiero dziś mam chwilę by podsumować ubiegły miesiąc i zaplanować co nieco na bieżący. Nie oszukuję się, na listopad nie planuję wiele, bo już wiem, że przeminie równie ekspresowo. Staram się być realistką. Ale przed planowaniem nowego, trzeba podsumować to co minęło. Zaczynamy!

Październik na blogu:
1. Na początku października pokazywałam wam zdjęcia z roczku mojej chrześnicy. Kiedy patrzę na te zdjęcia i na tę pogodę, to nie mogę uwierzyć że jeszcze całkiem niedawno było tak ciepło i przyjemnie! A tu już mróz i ciemność...
2. Pojawił się także post kulinarny, a w nim przepis na szybkie ciasto marchewkowe. Jest korzenne, z dodatkiem chrupiących orzechów i mocno marchewkowe, jednym słowem - kwintesencja jesieni. Zachęcam do wypróbowania przepisu!
3. Podsumowałam też ostatecznie moją przygodę z dietą OXY. Ile schudłam, kiedy przyszedł kryzys i czy było warto - to wszystko znajdziecie w tym wpisie.
4. Nie zabrakło też posta kosmetycznego, a w nim nowości od Eveline Cosmetics . Dużo fajnych rzeczy i pierwsze w tym sezonie zdjęcia z wykorzystaniem lampek! :-)

Październikowe cele:
Moje cele na październik poszły dużo pomyślniej, niż te wrześniowe. Jestem zadowolona, choć jak zawsze mogło być lepiej. Ale od początku.
1. Dokończenie książki - nie udało mi się jej dokończyć całkiem, zostało mi jeszcze jakieś 40 stron, ale wzięłam się za nią i sporo nadrobiłam, do końca roku skończę na pewno. Więc uznajmy to za połowę sukcesu.
2. Nauczyć się robić na drutach - tak, udało się! Kupiłam włóczkę, druty, usiadłam do tutoriali na youtube (tu polecam Krafting TV, początkujący kanał, ale jedyny przejrzysty jaki znalazłam i dla opornych) i tadaam: potrafię robić oczka lewe i oczka prawe na drutach! Co prawda jeszcze nie idzie mi to zbyt płynnie, ze sto razy sprułam całą robótkę, ale z czasem dojdę do wprawy i zrobię sobie szalik. Na dzień dzisiejszy moja robótka wygląda tak:


3. Wypróbować nowy przepis na tartę - kolejny sukces. Zrobiłam pierwszy raz tartę ze szpinakiem, wyszła super!


4. Wybrać się na siłownię... Nawet nie wiem jak to skomentować. Ale wiecie, tym razem nie szukałam wymówki, ona przyszła sama i szczerze mówiąc oddałabym wtedy wszystko, żeby móc iść się pomęczyć na bieżni. Mamy sezon przeziębień, oczywiście spodziewałam się, że i mnie dopadnie jesienny katarek, ale nie spodziewałam się tego, co mnie spotkało. Zaczęło się w poniedziałkowy poranek. Dokuczliwy ból gardła, ale cóż, zdarza się każdemu. Jednak z godziny na godzinę czułam się coraz gorzej. Jeszcze w pracy zadzwoniłam do lekarza i umówiłam się na wizytę. Wieczorem nie byłam już w stanie mówić ani przełykać choćby herbaty. Diagnoza: paskudna angina ropna. Zwolnienie aż na dwa tygodnie. Spodziewałam się, że po kilku dniach poczuję się lepiej i wykorzystam ten czas na blogowanie, czytanie, generalnie relaks i dochodzenie do zdrowia. Jednak nic z tego - do końca zwolnienia czułam się fatalnie, musiałam jechać na kontrolę po kolejne lekarstwa, łącznie zjadłam jakieś 70 tabletek (antybiotyki, probiotyki, specyfiki riki tiki). Nie miałam siły nawet odpalić laptopa. Leżałam jak umarlak, marząc o zdrowiu i pójściu do pracy. Także z jednej strony lamus ze mnie, że nie poszłam na tę siłownię, ale jednak myślę, że zasługuję na odrobinę zrozumienia i mogę sobie to wybaczyć.


Cele na listopad:
Tym razem jestem pragmatyczna, ale też trochę sobie odpuszczam. Poza tym mam w listopadzie na głowie jedną bardzo ważną sprawę, na której muszę się skupić i poświęcić jej dużo czasu. Więcej powiem, jak wszystko pójdzie pomyślnie, nie chcę zapeszać ;-). Dlatego na listopad mam tylko JEDEN, ale za to duży cel:


1. Kupić prezenty gwiazdkowe.

Rok w rok obiecuję sobie: kupię prezenty wcześniej. I zawsze kończy się tak samo: na dwa dni przed Wigilią biegam po sklepach, zła na ludzi, zestresowana, spocona i nie mam z tego żadnej przyjemności. A ja bardzo lubię dawać bliskim prezenty, ładnie je pakować i w ogóle celebrować te chwile. Dlatego może zwariowałam, ale to właśnie w listopadzie chcę skompletować mój pakiet prezentów! 

Co sądzicie na ten temat? Prezenty w listopadzie to przesada, czy może ktoś z was też tak robi?


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

TOP