9/07/2017

Wystarczy odpowiedni RUCH!



To był genialny weekend. Odwiedziła mnie moja przyjaciółka, której nie widziałam wieki. Dużo spacerowałyśmy, wypiłyśmy hektolitry kawy w przytulnych knajpkach i przegadałyśmy dwie noce z rzędu. W niedzielę, po zarwanej nocy, oczywiście zaspałyśmy i omal nie spóźniłyśmy się na jej pociąg powrotny do Opola. Ola w pośpiechu zapakowała swoje rzeczy i pędem ruszyłyśmy na dworzec. Udało się - w ostatniej chwili wskoczyła do wagonu i zadyszana, ale szczęśliwa pomachała mi zza szyby na pożegnanie.

Po powrocie do domu odkryłam, że oczywiście Ola zapomniała kilku rzeczy - a dokładnie ładowarki do telefonu, którą zostawiła w gniazdku, a po wejściu do łazienki zobaczyłam jej kosmetyczkę. Nie wiem co gorsze w tej sytuacji dla kobiety - brak możliwości naładowania telefonu  czy wizja pójścia do pracy bez makijażu. Dla Oli obie rzeczy były tragedią. 


Jako przyjaciółka - człowiek od gaszenia życiowych pożarów, musiałam dostarczyć Oli jej zguby. Sprawa była o tyle utrudniona, że Olka jest przekochaną, wspaniałą osobą, ale jest także pracoholikiem (wybacz Ola, wiesz, że tak jest) i przez całe dnie jest poza domem. Musiałam więc znaleźć rozwiązanie - jak dostarczyć jej paczkę szybko i z dogodną formą odbioru.

Przekopałam internet i ostatecznie najlepszym rozwiązaniem w tej sytuacji okazała się usługa Paczka w RUCHu. Pod domem mam kiosk RUCH-u, więc moja paczka wyruszy natychmiast w drogę. Olka pod domem również ma kiosk, czynny do późnych godzin wieczornych - odbiór w punkcie o dowolnej porze to największy atut w zaistniałej sytuacji. Samo nadanie jest bardzo proste: wystarczy wejść na stronę Paczka w Ruchu, wygenerować kod nadania i podać go Sprzedawcy przy nadaniu przesyłki. Podałam też dane odbiorcy, więc Olka dostanie powiadomienie SMS i mail, że paczka jest już do odebrania. A do tego nadanie paczki w RUCH-u jest w naprawdę korzystnej cenie. 



Zapakowałam więc wszystko w zgrabną paczuszkę, zaniosłam do kiosku, podałam pani kod i od razu zameldowałam Olce, że misja prawie zakończona, czekam na informację, że przesyłka w ruchu się sprawdziła i kryzys zażegnany.

Wkrótce dostaję zdjęcie - uśmiechnięta Ola w pełnym makijażu, trzymająca ładowarkę w ręce, pozdrawia mnie zza biurka w swoim drugim domu - czyli pracy. I wiadomość - „Dzięki Tobie wyglądam jak człowiek i mam kontakt ze światem”. Pożar ugaszony, przyjaciółka szczęśliwa, mission completed!

A czy Wy mieliście kiedyś podobną sytuację? Podzielcie się w komentarzach!



Post powstał przy współpracy  z firmą RUCH

      


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

TOP