Weekend w Kijowie


Gdybym miała opisać Kijów w trzech słowach, to byłyby to: cerkiew, kontrast i monumentalny. Lecąc na Ukrainę zupełnie nie wiedziałam, czego się spodziewać.
Natomiast po pierwszych 15 minutach na kijowskim lotnisku, przypomniałam sobie dość dosadnie, że to nie Unia Europejska. Zamówiłam ubera i w tym momencie dostałam smsa od operatora, że doliczyli mi 300zł do rachunku za telefon. A więc pierwsza lekcja, zanim wybierzecie się na Ukrainę: wyłączcie transmisję danych przed wylądowaniem ;-).


Nocowaliśmy w samym centrum, nieopodal Złotych Wrót. Przyznam, że wchodząc do hotelu na chwilę zamarłam. Była to stara kamienica, w środku naszym oczom ukazała się niedziałająca winda za kratami, pachnące wilgocią obdarte ściany i przytłumione, ponure światło jarzeniówek, czego na bookingu nie było widać. Wdrapaliśmy się z walizkami na 4 piętro i pełni obaw nacisnęliśmy dzwonek do drzwi. Otworzyła nam przemiła pani, niestety nie mówiła po angielsku, więc zameldowaliśmy się "na migi". Mimo to byliśmy już spokojni, bo wnętrze hotelu nie przypominało tego, co zastaliśmy na klatce. W środku było czysto, ciepło, a w pokoju mieliśmy nawet saunę, co było miłym zaskoczeniem. Tak zaczął się nasz krótki, ale intensywny pobyt w Kijowie.

Pierwszy dzień zwiedzania rozpoczęliśmy od wspomnianych wyżej Złotych Wrót (szczerze mówiąc nie zrobiły na nas wielkiego wrażenia, ot taka duża drewniana brama). 

złote wrota kijów
Złote Wrota


Następnie ruszyliśmy metrem nad Dniepr, skąd przespacerowaliśmy się do Ławry Peczerskiej - klasztoru, który jest także siedzibą zwierzchnika Ukraińskiego Kościoła Prawosławnego. 
Zmęczeni upałem wdrapaliśmy się na teren Ławry. W ogóle cały Kijów jest położony na niesamowitych górach i dolinach, mieliśmy wrażenie, że gdziekolwiek się wybraliśmy, cały czas szliśmy pod górę. Ale powracając do Ławry - przepiękne miejsce, pełne złota i ogrodów pełnych róż. Na bramie był nakaz noszenia chusty przez kobiety i taką też chustę kupiłam i przyodziałam. Ale na terenie Ławry okazało się, że żadna turystka tego nie przestrzega i nikt nie robi z tego problemu. No cóż, mam przynajmniej pamiątkę ;-).

prawosławni kijów

Po zwiedzeniu Ławry poszliśmy obejrzeć pomnik Matki Ojczyzny, do którego oczywiście prowadziła długa droga pod górę. 
pomnik matki ojczyzny
Matka Ojczyzna


Stamtąd udaliśmy się taksówką na Majdan. Majdan Niezależności to przedziwne miejsce. Z jednej strony są pomniki upamiętniające tragiczne wydarzenia z przeszłości i palące się znicze. Z drugiej strony cała plejada pluszowych postaci z Disneya, które nachalnie namawiają do zrobienia sobie z nimi zdjęcia (oczywiście nie za darmo) i jeszcze bardziej nachalni ludzie z ozdobnymi gołębiami, którzy dosłownie wsadzali nam je na głowę, żeby tylko zrobić zdjęcie i za nie zapłacić. Szybko się stamtąd ulotniliśmy, bo naprawdę ciężko było przejść pomiędzy tymi "atrakcjami".

majdan
Majdan

stacja metra kijów
Stacja metra

Na początku Kijów mi się nie podobał. Depresyjne metro, w którym nie słychać własnych myśli, nachalni ludzie na Majdanie i ciągłe chodzenie pod górę w upale sprawiły, że marzyłam tylko o powrocie do domu. Ale w końcu dotarliśmy w rejony, dzięki którym totalnie zakochałam się w Kijowie i odkryłam jego niepodważalne piękno. Malownicza architektura, fikuśna Aleja Pejzażowa i złote kopuły cerkwi to druga strona tego miasta. 


Aleja Pejzażowa to szalony plac zabaw, trochę na pograniczu psychodeli. Urocze miejsce pośrodku Kijowa, pomiędzy starymi kamienicami. 

plac zabaw kijów

aleja pejzażowa

aleja pejzażowa

aleja pejzażowa

aleja pejzażowa

aleja pejzażowa


A to już uliczki nieopodal Alei. Piękne kamienice, ekskluzywne butiki i kawiarnie z mlekiem bez laktozy.



No i najbardziej charakterystyczne dla Kijowa złote kopuły. Cerkwie są przepiękne, można je podziwiać godzinami. Panuje w nich atmosfera skupienia i spokoju, do tego nastrojowe światło od palących się świeczek, które prawosławni zapalają podczas modlitwy - magia!







I ostatni punkt - najsłynniejsza ulica w Kijowie - Chreszczatyk. Tutaj toczy się nocne życie, zrobimy zakupy w odpowiedniku warszawskiego Vitkaca i najpijemy się ukraińskiego piwa. 




Podsumowując - to był super udany wyjazd! Kijów to idealna destynacja na kilkudniowy city break. Do tego jest naprawdę tanio, zdecydowanie można zaliczyć pobyt w Kijowie do wyjazdów niskobudżetowych. Jeśli macie jakieś pytania odnośnie wyjazdu, śmiało możecie je zadawać w komentarzach lub przez social media :-).


Brak komentarzy

Prześlij komentarz